piątek, 23 maja 2025

 Dzień dobry po przerwie.

Serię - KOCHAM FILMY DOKUMENTALNE (i pracuję w dziale eksportu na rynki EU, ale interesują mnie bardziej ludzie niż rynki) uważam za otwartą.

I nie, to nie będą kraje tak oklepane jak Niemcy, Włochy czy Hiszpania.


CZĘŚĆ I - SŁOWENIA

Rodzina 

(Družina) 2017

Słowenia

reż. Rok Biček

Słowenia to w sumie taka Polska tylko w górach. Tyle, że graniczy w większości z państwami, które popierały dyktatorów i należała do Jugosławii.

Ciekawe zjawisko społeczne. Coś jakby skonstruować kraj z byłych popeegerowskich wsi i ozdobić posypką ze skandynawskich ideałów. Ale tylko troszkę.

O tym jest ten dokument.

Zaczyna się sceną porodu naturalnego, ocenzurowaną jedynie lampą medyczną. To nie jest spoiler. To raczej ciężkie narodziny tej fabuły. Dokument jest nakręcony w 2017 roku, ale skacze wstecz, w sumie bez ostrzeżenia. Śledzimy losy chłopaka z małej miejscowości z małymi możliwościami. Bowiem dom rodzinny również posiadał "małe ograniczenia". A co robią dzieci z domów patologicznych, z deficytami? Otóż zwykle postanawiają założyć własne. Domy, rodziny. Zrobić to lepiej. Tak też jest i tu.

Po scenie narodzin reżyser zabiera nas na tę kolejkę górską pomiędzy Lublaną a bóg jeden słoweński wie, jaką małą mieściną, z chodnikami owszem, ale jednak trochę Radom.

Mamy Mateja, mamy jego dziewczynę, mamy ich rodziny. Mamy trzęsącą się kamerę, zbliżenia na twarze, nie sprzątnięte kuchnie, niekontrolowane i nie reżyserowane dialogi. Mamy też grę kolorów w krajobrazach i ciszę pomiędzy dialogami. Coś co u mnie osobiście do dokumentu dodaje z automatu plus trzy gwiazdki, na dziesięć.

To technicznie. Psychologicznie?

Żadna tajemnica, że fascynuje mnie patologia. Nie zostałam kuratorem ani pracownikiem socjalnym tylko dlatego, że marnie płacą. I nie lubię połączenia zapachu grzyba z mocnymi Marlboro.

Matej ma na start ciężko, urodził się w domu w którym wszyscy, poza nim i psami mają niepełnosprawność umysłową. Matka, ojciec, brat. W retrospekcjach do czasów jego podstawówki możemy dowiedzieć się tego, że miał problemy z nauką i koncentracją. Ale w jaki sposób! Wtem po środku tej zapyziałej wsi, nagle pojawia się Pani psycholog z dużego miasta i mówi słowa, które utknęłyby w gardle pierwszego lepszego warszawskiego pedagoga szkolnego. 

Ona temu pogubionemu chłopcu sugeruje, w obecności jego prostego ojca, że pewnie ma ADHD ale robi to słowami tak ciepłymi jak pączek z pistacją, tak bardzo tłumacząc mu, że to nie jego wina, że nie powstydziłby się ich żaden pracownik socjalny w Szwecji. Jednocześnie, rzucając jedno zdanie tłumaczące ojca, reprezentanta rodziny. 

"Dają Ci tyle zrozumienia ile mogą. To dobrze. Byłoby źle, gdyby mogli dać więcej, ale nie chcieli"

Czaicie?! To jest wszystko. W tym zdaniu jest wszystko co trzeba. 

Ale to za mało. Mały Matej nie zrozumiał, ojcu na tej rozmowie zadzwoniła komórka, wszyscy się rozeszli, zostawiając Panią psycholog z jej czerwonymi paznokciami i teczką dokumentów samą...

Postanowił więc wziąć i się rozmnożyć, żeby naprawić błędy rodziców. Logika dzieci z bidula między innymi.

O samym rozmnożeniu dowiemy się tylko tyle, że kochać kochał, ale tylko dziecko i tylko po swojemu, czyli przenosząc wzorce.  Jego jedynym wzorcem była miłość do szczeniaków w domu rodzinnym. Jego miłość. (spoiler alert, wrażliwi na los zwierząt, jak ja, będą mieli pod górkę z tym filmem)

Błędów nie naprawił. Z dziewczyną się rozstał. Że był młody, znalazł sobie nową. Czternastolatkę. Sam mając dwadzieścia kilka. Ja już w tym momencie dostałam cegłą w zwoje mózgowe, ale nie, reżyser się nie poddał w staraniach.

Cała na biało w ten dokument, trochę jak Pani psycholog wcześniej, ale nie tak europejsko, wjechała matka tej dziewczyny, przynosząc ze sobą zrozumienie, akceptację i rozmowę. Bujanie nie swojego dzieciaka i czułość. Czułość przede wszystkim. Nikt poza nią nie okazuje tam tak ciepłych emocji. Nie ważne, pies czy dziecko.. Nagle mamy Mateja, który się otwiera i rodzinę, która rozmawia. Prawie milowy krok w przyszłość. Prawie. Bo nie o taki liberalizm walczę na przykład ja.

Ciekawa wstawka o prawie w Słowenii, dotyczącym wazektomii i aborcji. Niesamowite.

Anyway. Czternastolatka. Wyrozumiała matka. Dziecko z poprzedniego związku. Podróże do Paryża. Refleksja Mateja i jego usilne dążenie do wazektomii, żeby już więcej nie "próbować naprawiać błędów". Druga refleksja Mateja, żeby zrzec się praw do już "naprawionych błędów". Obie z tych refleksji powodują burzę. W obu środowiskach. 

Refleksja. 

Każdy kocha. Każdy kocha tak jak umie. Każdy kocha tak jak umie, bo tak go nauczono. 

Każdy przed kochaniem kogoś, powinien nauczyć kochać się siebie. Nie zmieniać, nie naprawiać, nie robić lepiej niż inni. Ucząc kochać się siebie, uczymy się wyrywać ze schematów, których czasem nie rozpoznajemy. Self care, Self love everybody. 

Namaste.

Żartowałam

Besos

Żartowałam

Czym się kurwa ziom!