poniedziałek, 17 grudnia 2012

Gotuj z Lilou



Dzień bez przekleństw uczciłam siarczystym zwrotem "motyla noga", zalewając się rano kawą. Wszystko wina trzęsących się rąk, wyczerpanych stukaniem w klawiaturę - ktoś powinien wymyślić taką gąbkową w trosce o paliczki.

Zauważyłam, że blogi kulinarne cieszą się dużym powodzeniem. Tak samo jak te wszystkie bzdety odzieżowe i Kasia Tusk. Polityków już nikt nie czyta, odkąd wzorem Obamy zaczęli tweetować. Cokolwiek to znaczy, bo o Twitterze wiem tyle, że to portal dla narkomanów. W każdym zdaniu wspominają o haszu, takim zaszyfrowanym komunikatem - #.
Ale, wracając do kuchni, to chciałabym oświadczyć, że na tym też się znam, wcale nie gorzej niż na rozróżnianiu śladów urazu na kościach.
Umiem np zrobić rosół. To takie klasyczne, staropolskie danie i starcza na cały tydzień, jak się dobrze rozrzedza później. Rosoły są specjalnością babć i zwykle są tak tłuste, że przełykanie oczek które w nich pływają, przypomina denkowanie butelki oliwy. Pływa w nich wszystko, od marchewki, przez mięso z wtorkowego obiadu aż po jajko, bo ktoś przesolił... Podobno rosół jest świetny na kaca i na katar. Niestety jeszcze nikt tego nie poświadczył, ponieważ i katar i kac są niewyleczalne i moga trwać tydzień.
Jak zatem zrobić rosół?
No proste, dwa litry wody, cztery kostki rosołowe i makaron.
Żartowałam, tak to tylko pod koniec miesiąca.

Teraz będzie przepis na rosół domowy. Nie wiem czemu domowy - zupełnie jak by można go było poza domem zrobić - tak się pisze chyba w książkach kucharskich i jak ładnie brzmi.
Ilość składników będzie podana w proporcjach odpowiednich dla pięciolitrowego garnka, bo zakładam, że zrobimy go z okazji sylwestra.

  • woda - wyczytałam gdzieś, że normalna woda nie wystarczy, żeby rosół był dobry. Nie znalazłam jednak nigdzie 'popierdolonej wody" więc leję taka z kranu. 
  • mięso - no mielone się nie nadaje. Kiełbasa też. Musi być kurczak i najlepiej udka bo cały nie zawsze mieści się do garnka, no i zawsze mam dylemat, czy lepiej, żeby z niego wystawał przodem, czy tyłem. Podobno można dorzucić też trochę rostbefu, ale litości, kto by taki dobry stek marnował na rosół...
  • włoszczyzna - to punkt kulminacyjny. Bo one są różne. Zawsze ciekawił mnie sposób pakowania włoszczyzny do siatek - czy on ma jakąś logiczną regułę? Czemu w jednej są trzy marchewki i jeden seler a w drugiej dwa selery i pół marchewki? Na dobrą sprawę, można sobie tam wrzucić wszystko jak leci wedle uznania. I najlepiej nie kroić, po co tyle roboty, jak będzie miękkie to się widelcem rozgniecie.*
  • cebula - cała jest potrzebna. Radzę jednak wrzucić ją w łupince, chyba, że ktoś lubi zupę cebulową... Od tego, podobno, rosół dostaje ładnej złotej barwy. Mi osobiście jest wszystko jedno, i tak wleję później z litr Maggi do talerza**, bo bez tego sobie nie wyobrażam rosołu.
  • trzeba by jeszcze przyprawić - jako palacz, nie doradzę czym, bo wszystkiego używam w wersji stereo - sypiąc z obu rąk. Ale prawdopodobnie, będzie to sól, pieprz i liść laurowy. To ostatnie, dodaje się w celu podniesienia prestiżu dania, jednak nie radzę wrzucać całego wieńca, w większych dawkach jest toksyczny.
  • no i natka oczywiście - im więcej tego zielska tym lepiej. To w końcu charakterystyczna cecha rosołu. Nie dość, że leje się po brodzie to natka pietruszki włazi w dziury w zębach i przykleja się do podniebienia, zmieniając każdy świąteczny obiad w symfonię chlapnięć i mlaśnięć. 

Teraz będziemy gotować. Rosół to flegmatyczna zupa. Trzeba postawić na gaz i zapomnieć o nim, wtedy jest najlepszy. Ale zwięźle i po kolei:
1. Topimy kurczaka w zimnej wodzie.
2. Jak już zacznie wrzeć, to po wodzie pływają tzw. szumowiny. Nie wiem, kto to tak nazwał, ale jak sama nazwa wskazuje, szumowiny są złe i przyczajone, więc trzeba te męty usunąć.
3. Teraz trzeba wrzucić do garnka całą resztę.
4. Deskę i nóż z niego wyjmij.
5. Teraz włącz sobie wszystkie sezony Rodziny Soprano.
6. Do rosołu można zajrzeć, gdzieś tak w okolicy  czwartego sezonu, kiedy Tony zabija Ralpha.
7. Natomiast kiedy Vito okazuje się gejem a Tony zapada w śpiączkę, trzeba by sprawdzić, czy sie kuchnia nie pali.
8 .Teraz będzie najfajniejsze - odcedzanie. To ta chwila, kiedy musisz przelać pięć litrów cieczy, przez najmniejsze sitko w domu, bo durszlak masz zajęty makaronem.
9. Nie wiem, co zrobić z całym kurczakiem.
10. To już koniec.

Ad.10. No nie, jeszcze makaron. Może być taki w kształcie dinozaurów, ale nie licz na to, że dzięki temu twoje dziecko zje więcej. Raczej będzie kręcić łyżką w talerzu przez dwie godziny, aż w rosole nastąpi rozpad kontynentów.

Jeśli jednak mamy dwie lewe ręce i rosół nie wyszedł jak powinien, albo wyszedł, ale nam, nosem, to można go naprawić przerabiając na pomidorówkę.
Dodałabym zdjęcie gotowego rosołu ale to już chyba byłoby totalnie żenujące, no i nie mam reprezentacyjnej zastawy stołowej, np z papieżem.

Zrobię karierę w kategorii kulinarne?


* - nie, nie jem zupy widelcem.

** - nie przygotowujemy magicznego naparu, Maggi to taka przyprawa, z którą nawet trawa smakuje jak w pięciogwiazdkowej restauracji.










2 komentarze:

  1. Uno- zamiast "popierdolonej wody" destylowana albo Deuter :)
    Secundo- cebula opalana na najmniejszym palniku ale nie węgiel
    Tripo- Kure oddać potrzebującym bądz skonsumować po zjedzeniu ostatniej zupy pomidorówki najlepiej z pieca na chrupiąco podlane (grill ?) piwem lub winem (elowkencja kupinarna ???)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapamiętam.
    Kurę opalić palnikiem.
    Cebule wypłukać w wodzie destylowanej.
    Pomidorówkę na chrupiąco z grilla.
    Na koniec podlać się piwem lub winem.
    Proste.

    OdpowiedzUsuń