Ponieważ przez dużą część swojego życia byłam wegetarianką, czuję się upoważniona do ich obśmiewania. Ja. Wy nie.
( Wyjaśniam, jak by mnie ktoś nie znał, tak na prawdę to nikogo nie obśmiewam. Nawet katolików. Serio. Więc fajnie jak by się nikt nie obraził. Ale jak się obraził, to ja chętnie podyskutuję. Na prawdę bardzo chętnie i rzeczowo. )
Mówią, że nie jedzą nic co miało oczy.
Spoko. Wychodząc z takiego samego założenia, zeżarłam dżdżownicę w piaskownicy, w wieku lat trzech. Ja, nie dżdżownica. Przysięgam, że nie miała oczu, z żadnej strony głowy, której też nie miała.
Można więc śmiało włączyć ją do diety, jako źródło białka. I jeszcze Skoczogonka (taki stawonóg) oraz Ślepczyka jaskiniowego (taka ryba). Nie musicie mi dziękować.
Nie spożywają również przyjaciół.
Ja też. Od przyjaciół wolę wieprzowinę.
Nie no, poważnie, ilu z tych wegetarian w ogóle świnię czy krowę kiedykolwiek głaskało?
Załóżmy, że jednak głaskało. I się zaprzyjaźniło. Co teraz? Zwrócimy krowom wolność? Będziemy je hodować dla przyjemności? Czyjej? Ich czy ludzi? Będą noszone w modnych torebkach od Gucciego przez pachnące panienki krzywiące się na widok martwego kurczaka?
Nie za bardzo umiem sobie wyobrazić sytuację, w której cały świat odmawia spożywania mięsa zwierzęcego. Podejrzewam, że po prostu bydło i trzoda byłoby na wymarciu.To byłoby fair? Udomowić w neolicie, żeby w kilka tysięcy lat później, porzucić jak zużytą zabawkę...
Teraz będzie moje ulubione. Mleko, sól i cukier to śmierć. Pfff... posunęłabym się dalej - życie, to jest proszę Państwa śmierć.
Samo mleko nie jest nie zdrowe. Zaczyna takie być, kiedy pijemy po pięć litrów dziennie powodując wypłukiwanie wapnia z organizmu (tak, kiedy jest go za dużo, zaczyna się wytrącać, ale nadmiar jakiejkolwiek z witamin, jest szkodliwy). A na jego jakość, mają wpływ nie tylko wielkie koncerny mlekotwórcze (prawda, że ładne słowo?) ale także i zwykli, mali rolnicy. O ile w tym pierwszym wypadku muszą być spełnione jakieś normy, dopuszczające mleko do spożycia, tak rolnik może nakarmić krówkę byle czym i uzyskać klasę mleka o numerku 3, a szatański koncern o numerku 5, czyli lepsze. Nie bronię koncernów. Bronię mleka. I zdrowego rozsądku w spożywaniu czegokolwiek. Czytać etykietki i takie tam. Zamiast wrzeszczeć, że mleko dla cielaka. Jakiego cielaka? Nawet rolnik na wsi, cielaka się pozbędzie. Bo urodzi się buhaj (chłopiec) a z bykami jest kłopot, albo dlatego, że najpopularniejsza krowa mleczna, rasy Holsztyńsko-fryzyjskiej nie daje potomstwa o takich samych mlecznych cechach.
Sól. I tutaj znów, jeśli chcemy pić herbatę parzoną z wody morskiej, to obawiam się, że nam nie wyjdzie, ale bez soli nie ma życia. Nie ma. Dlaczego?
Sól jest chlorkiem sodu. A chlorek sodu wiąże w organizmie wodę, ma więc wpływ na gospodarkę wodną, wspomaga też mięśnie. Ma kilka innych zalet, ale to jak by osobny temat, najważniejsze jest to, że sama sól nie szkodzi, nawet jeśli zawiera jodek potasu (ten z kolei np, ma właściwości wykrztuśne. To dla tych co się zastanawiali kiedyś, po jaką cholerę płukać gardło solą?)
Cukier psuje zęby. Z tym nie sposób się nie zgodzić. Ale zęby psuje także cukier zawarty w jabłku. Tak. Fruktoza zawarta w jabłku, jest równie szkodliwa. Oczywiście w nadmiarze. Ale zastępując słodkim owocem, każdego batonika, prawdopodobnie wychodzisz na tym tak samo.
Ten biały cukier natomiast, to jest sacharoza. Sacharoza jest łatwiej i szybciej przyswajana przez organizm niż fruktoza i tu jest ten haczyk, wymagający zastosowania rozsądnego myślenia. Skoro przyswaja się szybciej, to szybciej masz ochotę na kolejną dawkę węglowodanów. Więc może lepiej nie popijaj landrynek colą i wszystko będzie ok.
Podobno cukier uzależnia silniej niż heroina. Wszystko może uzależniać, no ale skoro wolicie dragi od cukierków, to spoko.
Mięso jest szkodliwe.
Muszę to napisać po raz kolejny - wszystko może być szkodliwe. Najbardziej szkodliwe jest demonizowanie, ponieważ brzydką manipulacją wpływa na zdolność obiektywizowania opinii, a do tego każdy z nas ma prawo.
Masajowie na przykład, mają dietę składającą się w głównej mierze z mięsa. Taki Pan, George Mann, przeprowadził badania, celem sprawdzenia czy umierają oni na raka, zawały serca, osteoporozy i inne badziewia, które rzekomo sa podsycane mięsem. Niewiarygodne, ale okazało się, że NIE. Występowanie u nich tych schorzeń jest znikome lub żadne (http://www.cambridgemedscience.org/reports/CholMythCamb.pdf tak, jest długie i po angielsku, to nie chce się czytać, co nie? )
Oczywiście, że możemy teraz stwierdzić przekupność Pana doktora, który dostał grube miliony od mięsnych korporacji za napisanie kilku bzdur. Wszystko możemy, ale doszukiwanie się spisków w nauce kwalifikuje nas do leczenia psychiatrycznego, jak mniemam.
Nagonka na wołowinę spowodowała, że widząc steka na talerzu amerykanów, wyśmiewamy ich znikomą wiedzę o zdrowym żywieniu. Sami posiadając nie większą, bo sam stek nikomu nie zaszkodził. Szkodzi smażenie na ogromnej ilości tłuszczu. Starego. I kupa frytek obok. Z keczupem.
Wołowina, jako czerwone mięso, jest chudym i bezpiecznym źródłem białka. A także kwasów tłuszczowych, potrzebnych Twojemu mózgowi. Oczywiście o ile w ogóle wiesz, z czego masz zrobiony mózg, bo może brzydzi cię zagłębianie się w budowę ochłapu mięcha... Zaraz obok masa witamin. A, D, witaminy z grupy B (nie, witaminy B12 nie da się znaleźć w niczym innym w ilości zaspokajającej potrzeby organizmu. Dlatego wegetarianie muszą jechać na pigułach, czyli dostarczać jej sobie sztucznie ) i tak dalej jeszcze.
Niestety te fakty przysłania nam choroba wściekłych krów. Wściekle przesłania. Zupełnie, jak by na owocach i warzywach, nie było ani jednego zarazka. Ani jednego jaja tasiemca, odrobiny pestycydu czy groźnej szarej pleśni. Takie ryzyko. To się zdarza i należy to eliminować a nie demonizować, jak już wspominałam. Teraz tak dla porównania, dla fanów "dietetycznego drobiu".
100 gram befsztyku wołowego, to jakieś 113 kalorii. Za to 100g piersi z kurczaka, to jakieś 100kcal. Taka ogromna ta różnica? No właśnie, a prędzej dostaniesz zdrowe mięso wieprzowe, niż zdrowego kurczaka. Dlaczego?
Brojlery (mięsny drób) charakteryzują się tym, że mają szybki przyrost wagi w niewielkim czasie. Są wiec typowo tuczone. A jak na szeroka skalę, to znów jakimś badziewiem. Chcesz mieć zdrową kurę? Utucz sobie sam. No chyba, że zarabiasz gruba kasę i stac cię na ekologiczne mięso. Ale skoro zarabiasz grubą kasę, to pracujesz w korpo? Zakrawa o hipokryzję.
Mięso zabiera energię.
Co to jest kaloria? Ilość energii przyswojonej z pożywieniem. Oczywiście nie oznacza to, że po zjedzeniu udka z dzika, będziemy nagle w stanie przebiec 5 kilometrów. Ale nie oznacza też, że jedzący mięso, sa bardziej leniwi. Dlaczego?
Proces trawienia wymaga od nas wysokiego wydatku energetycznego, bez względu na to czy zjedliśmy naleśniki ze szpinakiem, czy z mięsem. Nazywa się to termogenezą posiłkową. I znów podam przykład kaloryczny.
100g pierogów z truskawkami to ok. 248kcal, a 100g pierogów z mięsem (bez tego strasznego tłuszczu ze skwarkami...) to ok. 260kcal. Czy te 12 kalorii na prawdę sprawi, że będziesz po obiedzie bardziej leniwy?
Jesteśmy owocożerni.
Nope.
Jesteśmy polifagami. Takie fajne mało znane słowo. Polifag to organizm wielożerny. Czyli zeżre papierek, monetę i w zasadzie nic większego mu się z tego tytułu nie stanie. Owocożerni (o ile w ogóle istnieje taki termin oficjalnie) są stenofagami. Czyli naszym przeciwieństwem. Mają cechy przystosowania do spożywania określonego typu pokarmu. My ich nie mamy. Nie mamy szczęki roślinożerców - owszem, porusza się poziomo, jak u roślinożerców, ale mamy także kły. Wiem, że małpy tez mają kły. Ciężko jednak nazwać roślinożernym coś, co jako uzupełnienie diety podjada termity i inne owady. Małpy z rodziny człowiekowatych, są bowiem wszystkożerne, nie owocożerne. Szympansy na przykład polują.
Poza szczęką, odróżnia nas także układ pokarmowy. Nie mówię o żołądkach przeżuwaczy (jak krowa) które sa wielokomorowe. Długość naszego przewodu pokarmowego, jest zbliżona do roślinożerców, jest tylko jeden szkopuł. Trawienie i przyswajanie pokarmu roślinnego. Mamy z tym problem jeśli jest surowe. Znacznie łatwiej strawić nam pokarm poddany obróbce termicznej. No sorry, dla żyrafy nikt nie gotuje, nie?
Chciałabym też zauważyć, że te wielbione przez wegetarian typowo białkowe warzywa, jak fasola, soja, groch, są równie ciężkostrawne.
Mogłabym tak jeszcze długo, ale późno się robi. Na stwierdzenie, że da się całkowicie wyeliminować z diety składniki odzwierzęce odpowiadam - nie. Nie da się.
Jeśli kupujesz warzywa na straganie, to choćbyś je szorował szczoteczką, znajdzie się tam jakiś składnik odzwierzęcy. Jajeczko, pajączek, owadzik, ślimaczek, skrzydełko czy nóżka. To raz.
A dwa, nie masz nawet pojęcia w ilu przeróżnych produktach, w poszczególnych etapach prodkucji używa się składników odzwierzęcych. Przy produkcji piwa też. Mączki kostne (stosowane nawet jako nawozy), filtry kostne i cała masa innych rzeczy.
Możemy jeść zwierzęta, nie możemy im za to zadawać cierpienia.
Ciekawostka - w ciągu całego swojego życia, połykamy lub wprowadzamy przez nos do układu pokarmowego ok 10-12 małych owadów.
Nie zliczę wszystkich rozdeptanych...