środa, 12 czerwca 2013

Awatar

A gdyby tak zostać zgryźliwą starą panną.
Z osiemnastoma kotami. Zrzędzącą na kraj, księży, ludzi, miłość i wszystko. Nad spleśniałym herbatnikiem ze zwietrzałą kawą, oganiać się od hałaśliwych wnucząt od czasu do czasu laską. Zupełnie nie potrzebną laską, bo złego diabli nie biorą, czy jakoś tak. Narzekać na młodych, uprawiających na ławce higieniczne kontrole migdałków. Wyłudzać miejsce siedzące, tak dla fun'u tylko, przecież łydki zdrowe od pielenia truskawek. Żałować przed lustrem, zeschniętych czerwonych ust i permanentnie przemijających brwi. Skubać szczotkę z ostatnich pukli. Kocich. Zakrywać czas peruką, szytą na miarę przez chińskie dzieci, zapałki gratis. Wyśmiewać sąsiadki za monologi z paprotką i pieluchy amantów. Dławić się cynizmem przez kroplówkę, raz w tygodniu na badaniach. Używać zwrotów powszechnie wyśmianych. "Za moich czasów". "Kiedy byłam młoda".
Przepychać się śmiało w kolejce po marchewkę, tylko po to, żeby nazwać ją zleżałą. Nawet jeśli nie zaczęła jeszcze kiełkować. Szydełkować po nocach nerwowo serwetki pod radio. W myślach wciąż obracając słowa z listów już dawno wyblakłych. Kiedy jeszcze używało się atramentu, nie czcionek.
Chodzić z córką pod rękę, złorzecząc na chodnik i łupanie w krzyżu, winą rządów ówczesnych powodowany. Napotykać źrenicą wzrok pobłażliwy, bo swoje przecież przeszła, przeżyła. Zapijać koniakiem tłuczące się serce, co jeszcze nie umarło, a już nie żyje. Jak mała sroka, która wypadła z gniazda. Oglądać seriale, z łokciem wspartym na bieli ściegu łańcuszkowego, który moja wnuczka może wydrukować sobie w 3d. Siedzieć pod bzem obgadując firanki tej flądry z parteru. Trójkę dzieci ma i nie pierze, bałaganiara. I zapisać się do klubu seniora. Koniecznie. Opowiadać o tym ile metrów miała topola, kiedy się urodziłam, a jak za parkingiem skrzynkę piwa się piło i zanim Althamer gołe baby w parku ponaustawiał to było spokojnie. Zeszyty sąsiedzkie zakładać i kłócić się o składki na żółtą farbę do płotu.
To byłoby łatwe przecież. Jak film czarno biały z morałem kamiennym, że dobro na wierzchu choćby miało zęby na nim pozjadać. I wzorców nie zabraknie. Ile wózków na kółkach tyle frustracji na kilogramy przeliczonych, wtaszczonych niezdarnie do komunikacji miejskiej. Podróżujących ramię w ramię ze złem, zamkniętym w elektronicznym kasowniku. Cel wyznaczony przez miękki głos Knapika pozwala nie szukać. Zabrania ci błądzić. Mam na tacy już wszystko.
To się już wydarzyło a ja żyję deja vu.
Moja droga jest wydeptana a skrzyżowań miliony.
I tylko nie wiem ciągle dlaczego, wciąż brak nam kreatywności i odwagi w popełnianiu błędów. Pozwalamy się kształtować nadal tym samym. Tak samo je negując.
Nie rodzimy się z grzechem pierworodnym, rodzimy się z awatarem. I trzeba przejrzeć jakiś FAQ, żeby wiedzieć jak go zmienić.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz