poniedziałek, 2 września 2013

Razem, ale osobno.

O związkach chętnie wypowiadają się wszyscy. Partnerskich, homoseksualnych, poligamicznych, monogamicznych, małżeńskich, udanych, nieszczęśliwych, otwartych, toksycznych... O związku radzieckim też.
Na świecie żyje około 7 miliardów ludzi. Codziennie rodzi się około 370 tysięcy, a umiera 160 tysięcy. Każdy z tych ludzi, jest jedyny w swoim rodzaju, jak płatek śniegu.
Czy to naprawdę kwestia legalności związku, na jaki się decydują jest tak ważna? Czy raczej chodzi o to, że płatki śniegu, rysuje się zwykle tak samo, jako kropki, gwiazdki, żeby nikt nie miał problemu z odbiorem?
Nie chcę poruszać tematu gejów i lesbijek, bo mnie już od tego mdli. Nie zajmę stanowiska w tej sprawie, dopóki konserwatyści i liberałowie wyłażą mi z lodówki, krzycząc TAK! i NIE!. Zajmę je dopiero wtedy, kiedy już wszyscy o tym zapomną, wałkując inny temat w Świętym Medium Telewizyjnym. Mogę jedynie wtrącić taką małą uwagę, że ani zdanie Biedronia ani zdanie posłanki Pawłowicz nie ma mocy sprawczej i na moje osobiste związki przenigdy nie wywrze wpływu. Bo i jak? (skoro ich nie mam, buahaha...)
Jak uregulować prawnie, albo mocą bożą linię styku dwóch oddzielnych bytów? Nie nażarłam się wcale podejrzanych tabletek z apteczki. Ja to tak widzę. Nie ma związków, są linie styku. Trwałe, trwalsze, zupełnie nietrwałe, regularne, okazjonalne, różne i na różnych płaszczyznach. Związek, to właściwie nie ładne słowo nawet. Nakazuje związanie, zniewolenie, zupełnie nie kojarzy się z nawiązywaniem relacji, raczej z wiązaniem supła. Gordyjskiego.
Nie jesteśmy maszynami, tylko nasze organizmy są. Twoje "ja" to czysta energia upchnięta w kilkudziesięciu kilogramach technicznej konstrukcji (nadal utrzymuję, że nie łykałam żadnych tabletek). To ciało, rodzi oczywiście pewne ograniczenia. Ba! Niektórym nawet przesłania całą resztę a jeszcze inni, sami się w nim zamykają, bojąc się być tą odmienną gwiazdką śniegu na zimowym rysunku.
Nie ma właściwego uniwersalnego schematu na relacje. Nie może być.
Nie można nikogo postawić i kazać mu stać w jednym miejscu. Chyba, że sam się na to zdecyduje. Wydaje mi się jednak, że wielu decyduje o tym nieświadomie. Decyduje także pod presją spełniania oczekiwań. Bo tak jesteśmy kształtowani.Wpaja nam się, że wzajemność polega na "ja się wypatroszę i ty tez musisz w zamian".
Wzajemność linii styku, moim zdaniem, polega na tym, że jesteś sobie dla siebie, a tym czego się dorobisz wewnętrznie, możesz się podzielić. Czym się podzielisz, kiedy na wszystko pracujesz z kimś? Jeśli każda opinię, każde zdanie, każdy krok i każdą myśl, podzielisz na dwa, to po pewnym czasie, ciebie zostanie w tym tylko tyle, na ile pozwoli ci druga osoba. Tyle masz swobody na ile pozwoli ci granica narzucona przez kogoś innego. I zapluj się ze złości ale tak jest. "Mogę dzisiaj wyjść?" nie wynika z szacunku do drugiej osoby, tylko ze strachu, że spowoduje to konflikt. Gdyby było inaczej, pytanie brzmiało by "Chcę dzisiaj wyjść, czy nie pokrzyżuje to twoich planów?"
Krążymy, jesteśmy w drodze i w ciągłym ruchu, psychicznie. Niesprawiedliwym jest, budowanie tam w imię zgodności i dobrego pożycia. Nie możesz zatrzymać kolarza w trasie i powiedzieć mu "Masz natychmiast napić się wody, bo się odwodnisz" On sam wie, czuje, kiedy ma przystanąć. Możesz mu tylko tę wodę przygotować. Najwyżej nie skorzysta. I nawet, jeśli ktoś usiłuje ci wmówić, że dwoje ludzi, może tworzyć nierozerwalną całość, to przemyśl to jeszcze.
Czy warto zespalać się w jedną materię, czy lepiej tworzyć dwa, odrębne i współgrające ze sobą istnienia.
Just sayin'...

Często słyszę, że to nie odpowiedzialne mieć dzieci bez małżeństwa / bez ojca / bez matki. A dlaczego nikt nie mówi o tym, że przede wszystkim, posiadanie dzieci bez szczęścia, jest nieodpowiedzialne?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz