Dobra, zorientowałam się, że coś jest nie tak.
Otwieram słoik z kawą, z logiem euro, sypię do kubka, z logiem euro, otwieram lodówkę (chwała bogom, bez loga euro) i biorę mleko, z logiem euro, stawiam kubek, na podkładce, z logiem euro, leżącej obok gazety, w której 1/3 to reklamy, a 2/3 to euro i włączam tv, gdzie emocjonują się euro, nawet w reklamach podpasek...
Żeby z taką samą determinacją wszystko dookoła przypominało mi o ważnych sprawach, to moje życie byłoby uporządkowane. Karton mleka, z napisem "Hej, Lilou, nie zapomniałaś przypadkiem o tych kilku stronach tekstu, do poprawki?" a potem, podkładka na stole "Dziewczyno, wypełniłaś pit?" a najlepiej, Kuźniar o poranku "Hej, mała, tak do ciebie mówię. Pamiętaj o papierach do przedszkola!".
Lubię sport, piłkę nożną, i facetów z czajniczkami i lubię też jak się po mordach leją na ringu. Wszystko to jest ok. Nie ok natomiast, jest przerabianie niemowląt na maskotki i flagi klubowe, nie ok jest produkowanie w chinach milionów gumowych gadżetów z nic nie znaczącymi logami i nie ok jest robienie tematycznego hipermarketu z imprezy sportowej... Piłkoszał? Co to kurwa (za przeproszeniem) jest piłkoszał? Musze to z prof. Bralczykiem skonsultować. Jak na razie, wydaje mi się, że nie do kibiców to pasuje, a do takich jak ja, którzy dostają szału, na samo słowo - piłka i marzą o tym, żeby na czas euro znaleźć się na bezludnej wyspie. Nie! Cofam! Przypomniał mi się Cast Away, założę się, że spece od marketingu, zaopatrzyli każdą bezludną wyspę w jakiegoś Wilsona, który nie pozwoli zapomnieć o zbliżającej się imprezie...
Poza meczami - które sobie obejrzę, z piwem a nie z colą jak w reklamie, siedząc, a nie skacząc, jak w reklamie i bez szklanek z euro, w przerwach nie będę używać papieru toaletowego w piłkarzy (tak, tak, sa takie) - najbardziej w tym wszystkim, interesuje mnie starcie rosyjski kibiców z naszymi. Na to, kupiłabym nawet bilet.
wtorek, 29 maja 2012
środa, 23 maja 2012
Miejsko
Kocham to miasto. Serio.
Kiedy idę na piechotę, bo korki są takie, że samochody zwijają się w harmonijkę, żeby się zmieścić, zaczynam dostrzegać to czego wcześniej nie widziałam. Np, napis na praskim murze "złodzieje z PO gdzie jest metro na pradze?" Albo kiedy obserwuję postęp(?) nowych inwestycji. To jest fantastyczne! Trzech panów, w żółtych kamizelkach, w samym centrum Warszawy, stoi nad jedną dziurą, w pyle, piachu i pełnym słońcu, i dyskutują na temat tego, czy lepiej mieć skuter, czy może motor? Ja stawiam na helikopter, bo już inaczej się nie da poruszać.
Uwielbiam też, jak przestawiają ławki w parkach i likwidują kosze na śmieci. Zakładam, że to część nowego planu "Odchudzić mieszkańców stolicy, zmuszając ich do dłuższych spacerów". Natomiast dzieci w przedszkolach uczą się kreatywności. To z kolei projekt "Jak brakuje sal, to i piwnica będzie dobra" Jest też taki projekt "Wprowadzić do ruchu drogowego pojazdy kosmiczne, likwidując większość wygodnych linii autobusowych i tramwajowych" Gdzie indziej jest tak fajnie?
Dzisiaj przy piwie, nie rozmawia się o książkach, filmach, tylko o klęsce Euro, katastrofie komunikacji i rządzie uprawiającym nierząd. Ah, no i jeszcze o obciachu ludowo muzycznym. I fajnie. Cała Europa pewnie o nas mówi. A, że źle, no to co. Jesteśmy przynajmniej celebrytą wśród narodów. Może nie robimy jeszcze takich fajnych skandali jak Grecja, która dostaje żółte paski w światowych kanałach informacyjnych, ale mam przeczucie, że na taki zasłużymy, już w czerwcu.
Dopiero trzeci dzień, a atrakcji w tym tygodniu, o poranku było juz sporo. W poniedziałek, "groźny wypadek", w którym 10 osób zostało LEKKO rannych, sparaliżował tramwaje. Nie będę rozwodzić się nad geniuszem tego, kto w tym miejscu zaprojektował, cudne i praktyczne przystanki tramwajowe, kosztem ulicy i kosztem usprawnienia przejazdu... We wtorek, już był lajcik, tylko autobusy trochę za krótkie na ten "niż demograficzny" no i kto nie odwiedzał nigdy stadionu dziesięciolecia, mógł nie mieć tyle wprawy w taranowaniu, w wyniku czego, tracił kolejkę i musiał czekać na następny. Jeśli dodatkowo chciał sprytnie skrócić sobie czas i przesiąść się w tramwaj, to poległ w tym rozdaniu kompletnie, ponieważ wpadli na to prawie wszyscy... Atrakcji nie koniec. Nowe tramwaje mają owszem klimatyzację. I tegoż, zklimatyzowanego powietrza, w trakcie jazdy, należy się trzymać, żeby nie powybijać sobie zębów, bo przy średnim tłoku, wszystkie inne strategiczne miejsca, są już pozajmowane. Tak to jest, jak projekt siedzeń, wygląda tak: / \ / \ , zamiast tak: - - -. Jak ktoś jeździ, to wie o czym mówię...
Dziś mamy środę. I taksówkarzy biednych. Którzy postanowili nauczkę panu Premierowi dać i zablokowali pół miasta. Pan Premier za to, ma ich w nosie, bo jeździ na sygnale, a nie jak śmiertelnik zwykły, jakimś porsche na przykład. Najpierw krzyczą, że za benzynę z nich zdzierają, jak futro z lisów na żywca, a potem wożą się po mieście 20 na godzinę... Pieszo nie łaska? I zastawić Wiejską, albo pałac prezydencki, albo cholera wie co, byle nie ulice zwykłym spieszącym się do pracy ludziom. Zupełnie jak by, zrobienie licencji wymagało od nich sił nadprzyrodzonych i plasowało w czołówce rankingu ludzi szczególnych. Ci z przewozu osób, to za to podludzie i co oni w ogóle wiedzą o taksówkach, bejbe?... Jest mi wszystko jedno, co kto wie, jak wracam taksówką, to mi w ogóle wszystko jedno, byle mnie do domu odwiozła całą. A za ile, to już bez różnicy.
Kiedy idę na piechotę, bo korki są takie, że samochody zwijają się w harmonijkę, żeby się zmieścić, zaczynam dostrzegać to czego wcześniej nie widziałam. Np, napis na praskim murze "złodzieje z PO gdzie jest metro na pradze?" Albo kiedy obserwuję postęp(?) nowych inwestycji. To jest fantastyczne! Trzech panów, w żółtych kamizelkach, w samym centrum Warszawy, stoi nad jedną dziurą, w pyle, piachu i pełnym słońcu, i dyskutują na temat tego, czy lepiej mieć skuter, czy może motor? Ja stawiam na helikopter, bo już inaczej się nie da poruszać.
Uwielbiam też, jak przestawiają ławki w parkach i likwidują kosze na śmieci. Zakładam, że to część nowego planu "Odchudzić mieszkańców stolicy, zmuszając ich do dłuższych spacerów". Natomiast dzieci w przedszkolach uczą się kreatywności. To z kolei projekt "Jak brakuje sal, to i piwnica będzie dobra" Jest też taki projekt "Wprowadzić do ruchu drogowego pojazdy kosmiczne, likwidując większość wygodnych linii autobusowych i tramwajowych" Gdzie indziej jest tak fajnie?
Dzisiaj przy piwie, nie rozmawia się o książkach, filmach, tylko o klęsce Euro, katastrofie komunikacji i rządzie uprawiającym nierząd. Ah, no i jeszcze o obciachu ludowo muzycznym. I fajnie. Cała Europa pewnie o nas mówi. A, że źle, no to co. Jesteśmy przynajmniej celebrytą wśród narodów. Może nie robimy jeszcze takich fajnych skandali jak Grecja, która dostaje żółte paski w światowych kanałach informacyjnych, ale mam przeczucie, że na taki zasłużymy, już w czerwcu.
Dopiero trzeci dzień, a atrakcji w tym tygodniu, o poranku było juz sporo. W poniedziałek, "groźny wypadek", w którym 10 osób zostało LEKKO rannych, sparaliżował tramwaje. Nie będę rozwodzić się nad geniuszem tego, kto w tym miejscu zaprojektował, cudne i praktyczne przystanki tramwajowe, kosztem ulicy i kosztem usprawnienia przejazdu... We wtorek, już był lajcik, tylko autobusy trochę za krótkie na ten "niż demograficzny" no i kto nie odwiedzał nigdy stadionu dziesięciolecia, mógł nie mieć tyle wprawy w taranowaniu, w wyniku czego, tracił kolejkę i musiał czekać na następny. Jeśli dodatkowo chciał sprytnie skrócić sobie czas i przesiąść się w tramwaj, to poległ w tym rozdaniu kompletnie, ponieważ wpadli na to prawie wszyscy... Atrakcji nie koniec. Nowe tramwaje mają owszem klimatyzację. I tegoż, zklimatyzowanego powietrza, w trakcie jazdy, należy się trzymać, żeby nie powybijać sobie zębów, bo przy średnim tłoku, wszystkie inne strategiczne miejsca, są już pozajmowane. Tak to jest, jak projekt siedzeń, wygląda tak: / \ / \ , zamiast tak: - - -. Jak ktoś jeździ, to wie o czym mówię...
Dziś mamy środę. I taksówkarzy biednych. Którzy postanowili nauczkę panu Premierowi dać i zablokowali pół miasta. Pan Premier za to, ma ich w nosie, bo jeździ na sygnale, a nie jak śmiertelnik zwykły, jakimś porsche na przykład. Najpierw krzyczą, że za benzynę z nich zdzierają, jak futro z lisów na żywca, a potem wożą się po mieście 20 na godzinę... Pieszo nie łaska? I zastawić Wiejską, albo pałac prezydencki, albo cholera wie co, byle nie ulice zwykłym spieszącym się do pracy ludziom. Zupełnie jak by, zrobienie licencji wymagało od nich sił nadprzyrodzonych i plasowało w czołówce rankingu ludzi szczególnych. Ci z przewozu osób, to za to podludzie i co oni w ogóle wiedzą o taksówkach, bejbe?... Jest mi wszystko jedno, co kto wie, jak wracam taksówką, to mi w ogóle wszystko jedno, byle mnie do domu odwiozła całą. A za ile, to już bez różnicy.
wtorek, 3 kwietnia 2012
Dojrzewanie złotej rybki
Cierpko. I filozoficznie.
Dziewczynki, rodzą się z "behawioralnym chipem". Nie jest oczywiście w pełni zainstalowany, bo ten loading jest podtrzymywany przez rodziców, zabawki, przedszkole, szkołę, itd. Nikt też, nie twierdzi, że nie można go usunąć. Ale przychodzi taki dzień, w którym dziewczynka staje na skrzyżowaniu. Patrząc się tępo, na skrzynki pełne lalek, odkurzaczy i garnków, zastanawia się, czy zostać księżniczką Disneya, czy jak Linda esperal w filmie, nie wyjąć przypadkiem tego chipa widelcem...
Tak źle, tak nie dobrze. Każda przez to przechodzi i tylko nastolatkom się wydaje, że być wyzwolona kobietą jest łatwo i nie pociąga to za sobą żadnych konsekwencji. Że to noszenie szpilek, zarabianie kasy i sypianie z połową miasta. I tylko nastolatki, wyobrażają sobie, że to takie piękne mieć męża, dwoje dzieci i psa. Wstawać rano, robić śniadanie, czekać z kolacją, a potem wsłuchiwać się w odgłos chrapania z kieliszkiem wina w ręku. A za wszystko trzeba zapłacić. Niestety sobą...
Skrzyżowanie objawia się pewnie w różnym wieku i w różnych sytuacjach. A zdecydowanie się na którąś z dróg, poprzedzone jest błądzeniem i plątaniem, lataniem i spadaniem. Nie da się nie popełniać błędów, tylko kto cię nauczy, jak sobie z nimi radzić potem, jeśli schemat jest taki, że błędów nie zakłada. Jak ślub, to bez rozwodu, jak miłość, to po grób, jak dziecko to samo szczęście, jak praca to pieniądze, jak pieniądze to już sukces...
Archetypy. Miarki zostały poustawiane, teraz ty musisz się zmierzyć.
Mężczyźni też mają chipy. Takie ludzkie - dążenie do samorealizacji, samozaspokojenia i szczęścia. Kobieta jest złotą rybką, która te trzy życzenia spełnia. Bo tak jest wychowana, z empatią, współczuciem, z wrażliwością... Do tego stopnia, że gdy staje na swoim własnym skrzyżowaniu, nie myśli tylko o sobie, ale o najbliższych też, o cierpiących fokach, o głodujących dzieciach...
Smutne jest to, że większości z nas, życie upływa na tym cholernym rozjeździe, zanim zdążymy i odważymy się coś wybrać, okazuje się, że nasze wnuczki już mają ten sam problem.
Bo marzenia zawsze można zmienić, ale rzeczywistość nadal jest ta sama.
Dziewczynki, rodzą się z "behawioralnym chipem". Nie jest oczywiście w pełni zainstalowany, bo ten loading jest podtrzymywany przez rodziców, zabawki, przedszkole, szkołę, itd. Nikt też, nie twierdzi, że nie można go usunąć. Ale przychodzi taki dzień, w którym dziewczynka staje na skrzyżowaniu. Patrząc się tępo, na skrzynki pełne lalek, odkurzaczy i garnków, zastanawia się, czy zostać księżniczką Disneya, czy jak Linda esperal w filmie, nie wyjąć przypadkiem tego chipa widelcem...
Tak źle, tak nie dobrze. Każda przez to przechodzi i tylko nastolatkom się wydaje, że być wyzwolona kobietą jest łatwo i nie pociąga to za sobą żadnych konsekwencji. Że to noszenie szpilek, zarabianie kasy i sypianie z połową miasta. I tylko nastolatki, wyobrażają sobie, że to takie piękne mieć męża, dwoje dzieci i psa. Wstawać rano, robić śniadanie, czekać z kolacją, a potem wsłuchiwać się w odgłos chrapania z kieliszkiem wina w ręku. A za wszystko trzeba zapłacić. Niestety sobą...
Skrzyżowanie objawia się pewnie w różnym wieku i w różnych sytuacjach. A zdecydowanie się na którąś z dróg, poprzedzone jest błądzeniem i plątaniem, lataniem i spadaniem. Nie da się nie popełniać błędów, tylko kto cię nauczy, jak sobie z nimi radzić potem, jeśli schemat jest taki, że błędów nie zakłada. Jak ślub, to bez rozwodu, jak miłość, to po grób, jak dziecko to samo szczęście, jak praca to pieniądze, jak pieniądze to już sukces...
Archetypy. Miarki zostały poustawiane, teraz ty musisz się zmierzyć.
Mężczyźni też mają chipy. Takie ludzkie - dążenie do samorealizacji, samozaspokojenia i szczęścia. Kobieta jest złotą rybką, która te trzy życzenia spełnia. Bo tak jest wychowana, z empatią, współczuciem, z wrażliwością... Do tego stopnia, że gdy staje na swoim własnym skrzyżowaniu, nie myśli tylko o sobie, ale o najbliższych też, o cierpiących fokach, o głodujących dzieciach...
Smutne jest to, że większości z nas, życie upływa na tym cholernym rozjeździe, zanim zdążymy i odważymy się coś wybrać, okazuje się, że nasze wnuczki już mają ten sam problem.
Bo marzenia zawsze można zmienić, ale rzeczywistość nadal jest ta sama.
piątek, 30 marca 2012
Paradoksy
Wnioskuję o obniżenie wieku emerytalnego, do 25 lat. Szkoły coraz bardziej ekspresowe, dojrzewanie przyspieszone, doświadczenie zawodowe trzeba mieć już w przedszkolu, mądrość życiowa przychodzi tak ok 20, po trzech rozwodach i wychowaniu trójki dzieci, to jak można pracować do 67 roku życia? No jak?
Te kilka lat, robi w Polsce taką rewolucję, że prawie bije na łeb sprawę acta. A ja się pytam, gdzie są feministki, i czemu się nie cieszą, że będą mogły pracować tyle co mężczyźni? I czemu Krzyś Ibisz się nie wypowiada, a do powiedzenia dużo ma, jako ten co sobie młodość przedłuża i może długo pracować w związku z tym. Fizycznie, najlepiej pozostać nastolatkiem, za to mądrość życiową, wszyscy mają na poziomie doświadczonego druida... Przynajmniej tak im się wydaje.
Surogatkom, np, tez się dużo wydaje. Chociażby, że decyzje o byciu czyimś inkubatorem przemyślały, że wszystko już wiedzą i są gotowe. Maja tez pewność, że za kasę, uchronią swój umysł od jakichkolwiek urazów. Wrong! Bo hormonów nie da się racjonalnie przewidzieć, ani tego, czy nas dziecko nie zechce szukać. (przynajmniej tu w Polsce, gdzie rodzicielstwo zastępcze, jest nielegalne i praw do takiego dziecka, trzeba się zwyczajnie zrzec) A jak nas już znajdzie, to zapyta, ile było warte? Jak się oblicza w ogóle stawki za dzieci? Od kilograma? centymetra? może są premie, za kolor oczu? No, ale w końcu to przecież ich macice więc państwo się wtrącać nie powinno... I nie zamierza. Bo ma pilniejsze zadania, od regulowania takich "wybryków" prawnie. Kto to widział, żeby w katolickim państwie pomagać bezdzietnym na szerszą skalę niż modlitwa. Przecież pan bóg się zajmie czarnym rynkiem handlu ludźmi. I nawet jeśli jakieś dziecko ucierpi na tym, to spokojnie, w niebie będzie mu dobrze...
Wyjaśniam, że surogatki, to te panie, co się ostrzykują po hotelach nasieniem ze strzykawki, które dostarcza męska część bezpłodnego małżeństwa. A robi to po to, żeby za marne 30 tys. zł. przez 9 miesięcy cierpieć, potem przez resztę życia spychać to cierpienie w głąb świadomości, udając, że się świetnie bawiła i jeszcze zarobiła. Oczywiście, zawsze może się rozmyślić i mając swoich dzieci pięcioro, żyjąc w nędzy dziecka nie oddać. Pieniędzy rzecz jasna nie dostanie, ale sprawę wygra i dziecko zamiast jeść obiad w dobrobycie, będzie jadło miłość "mądrej po szkodzie mamusi" w zagrzybionej kawalerce...
Czytałam blog Sary May. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chyba nie miała by o czym rozmawiać z Kasią Tusk. Pierwsza maskuje intelekt marketingiem, a druga marketing intelektem. Ale kto powiedział, że po psychologii nie można być świetnym tancerzem?
Te kilka lat, robi w Polsce taką rewolucję, że prawie bije na łeb sprawę acta. A ja się pytam, gdzie są feministki, i czemu się nie cieszą, że będą mogły pracować tyle co mężczyźni? I czemu Krzyś Ibisz się nie wypowiada, a do powiedzenia dużo ma, jako ten co sobie młodość przedłuża i może długo pracować w związku z tym. Fizycznie, najlepiej pozostać nastolatkiem, za to mądrość życiową, wszyscy mają na poziomie doświadczonego druida... Przynajmniej tak im się wydaje.
Surogatkom, np, tez się dużo wydaje. Chociażby, że decyzje o byciu czyimś inkubatorem przemyślały, że wszystko już wiedzą i są gotowe. Maja tez pewność, że za kasę, uchronią swój umysł od jakichkolwiek urazów. Wrong! Bo hormonów nie da się racjonalnie przewidzieć, ani tego, czy nas dziecko nie zechce szukać. (przynajmniej tu w Polsce, gdzie rodzicielstwo zastępcze, jest nielegalne i praw do takiego dziecka, trzeba się zwyczajnie zrzec) A jak nas już znajdzie, to zapyta, ile było warte? Jak się oblicza w ogóle stawki za dzieci? Od kilograma? centymetra? może są premie, za kolor oczu? No, ale w końcu to przecież ich macice więc państwo się wtrącać nie powinno... I nie zamierza. Bo ma pilniejsze zadania, od regulowania takich "wybryków" prawnie. Kto to widział, żeby w katolickim państwie pomagać bezdzietnym na szerszą skalę niż modlitwa. Przecież pan bóg się zajmie czarnym rynkiem handlu ludźmi. I nawet jeśli jakieś dziecko ucierpi na tym, to spokojnie, w niebie będzie mu dobrze...
Wyjaśniam, że surogatki, to te panie, co się ostrzykują po hotelach nasieniem ze strzykawki, które dostarcza męska część bezpłodnego małżeństwa. A robi to po to, żeby za marne 30 tys. zł. przez 9 miesięcy cierpieć, potem przez resztę życia spychać to cierpienie w głąb świadomości, udając, że się świetnie bawiła i jeszcze zarobiła. Oczywiście, zawsze może się rozmyślić i mając swoich dzieci pięcioro, żyjąc w nędzy dziecka nie oddać. Pieniędzy rzecz jasna nie dostanie, ale sprawę wygra i dziecko zamiast jeść obiad w dobrobycie, będzie jadło miłość "mądrej po szkodzie mamusi" w zagrzybionej kawalerce...
Czytałam blog Sary May. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że chyba nie miała by o czym rozmawiać z Kasią Tusk. Pierwsza maskuje intelekt marketingiem, a druga marketing intelektem. Ale kto powiedział, że po psychologii nie można być świetnym tancerzem?
czwartek, 15 marca 2012
bank to zło
Nie masz gotówki, masz kartę. Stoisz w centrum, bez fajek i bez biletu. Masz ciśnienie porównywalne z panującym w puszce sprayu. Spróbuj to rozwiązać...
W okolicy, ze dwa bankomaty. Jeden nie działa. W drugim nie mogłam wyjąć, bo jestem za biedna na ten kraj. Tu trzeba wyjąc pięć dych, żeby kupić bilet za 4zł. Litości. Przecież to jasne, że jak wyjmę to wydam, a jak wydam, to jak mam oszczędzać? No pomijając fakt, że są takie dni, kiedy nie mam nawet tyle, ale konia z rzędem temu, co zna bankomat z dwudziestkami... Chwila! Można przecież płacić kartą, no nie? No nie... Osiem kiosków później, doszłam do wniosku, że z grzeczności mogliby chociaż pod ladę pochować te terminale i poodklejać naklejki z szyb, skoro przyjmują wyłącznie gotówkę. Tak, w metrze też, co pewnie dla cudzoziemców musi być jakimś szokiem kulturowym. Dwa biletomaty, żadnego bankomatu i kompletny brak możliwości płacenia kartą. Z ciekawości, zapytałam w ostatnim, po co trzymać taką maszynę, skoro jej się nie używa? Szybko pożałowałam - Po co trzyma pani pieniądze w banku, skoro nie może ich pani wyjąć? Trafiła w sedno nieświadomie. Śmiali się kiedyś, z takiego jednego, wysoko postawionego (bo sam nie za duży jest), że nie ma konta. A ja mu się nie dziwię. Płacę za kartę, płacę za ubezpieczenie, cholera, płacę nawet za sprawdzenie stanu konta! Za wyświetlenie kilku cyferek, ja rozumiem, że za wydruk, ale tak? Chyba za zużycie prądu. Zastanawiałam się nawet, czy u nas w tych bankomatach nie siedzą jacyś nielegalni imigranci i te dodatkowe opłaty to na ich utrzymanie... Nie zdziwię się, kiedy nadejdzie taki dzień, w którym, żeby skorzystać z bankomatu, będę musiała do niego najpierw wrzucić monetę. Żadną tajemnica nie jest, że zakładając konto w banku i sumując wszystkie opłaty, wychodzi, że sponsorujemy kawę dla asystentek, nawóz do kwiatków w holu, i długopisy z logiem banku, których nawet już się nie da zawinąć po kryjomu, bo dają tylko na chwilę do podpisania.
Odkąd dowiedziałam się, że Lenin był kobietą i odbierał telefony słodkim altem, zaczęłam zastanawiać się nad równouprawnieniem. Bóg podobno też był kobietą. Bo nie rozumiem, co w tym złego, że pani minister chce być nazywana ministrą? Ładniej brzmi niż członkini. Na pewno? Generała jakaś tam, premiera jakaś tam, prezydenta, marszałka, no proszę... To brzmi jak jakaś lista towarzyska w burdelu... Równouprawnienie, jest wtedy, kiedy kobieta wykonuje męską pracę, bez dostosowywania jej do swojej płci i na odwrót. Jeśli facet, chce zostać manikiurzystą, to po prostu to robi i musi liczyć się z drwinami. A jak kobieta idzie pracować w kopalni albo w wojsku, to zaraz robi rewolucje. Tu kwiatek, tu firankę, tu końcówkę na żeńską, tu stawkę podnieść... Pewnie dlatego zakonnice są tak odizolowane, żeby nie zaczęły prowadzić warsztatów z dekoracji wnętrz kościelnych.
poniedziałek, 5 marca 2012
Żałuję, państwowo żałuję.
No i dobra. Niech sobie te flagi opuszczają. Tragedia. Zginęło 16 osób. Znaczy no, tragedia, ale dla rodzin. Tak wszystkich nagle zainteresowały umierające sierotki w Afryce, to czemu po tym nie zrobić żałoby? Że niby nie u nas tak? A jak umarła Whitney Houston, to oczy całego świata zwróciły się w stronę głodu w Afryce, bo niby ważniejszy niż ona. Polskie oczy też, ale żałoba Wam przeszkadza? Absurdalna jest, owszem, mnie to ani ziębi ani grzeje. Codziennie umiera w Polsce więcej niż 16 osób, i nie odwołują z tego powodu żadnych imprez i nie przerabiają loga tvn na czarno. Tylko, że teraz, każdy jeden z drugim, co tak o tych dzieciach krzyczał, winien siedzieć zatroskany i martwić się o dzieci osierocone w jego własnym kraju przez zderzenie pociągów. A może nie?
No nie. A to dlatego, że tragedie obchodzą nas wybiórczo. Po Kaczyńskim szlochów nie było końca, jak w Korei sobie płakali za Kim Dzongiem, to ich obśmiewali na Kwejkach. Zginęło 16 anonimowych ludzi - żałoba, ginie jedna Szymborska - to co? Stara była przecież już... Mała Madzia dostała sto milionów zabawek, które zamarzły w śniegu, tysiąc ciepłych słów - po śmierci. Na oddziałach onkologicznych dla dzieci, jakoś takich tłumów i darów nie widać... Angelina Jolie adoptuje sierotki z Kambodży, a pod jej domem trzynastoletnie dzieci ćpają i zachodzą w ciąże, bo brak im wsparcia... Właściwie, to pod każdym z jej domów. Wszystkich obchodzą losy puszystych bezdomnych szczeniaczków, ale jak sie bydło transportuje na rzeź, to co to za różnica, na rzeź przecież a nie do przytulania, więc jak się trochę tam pobrudzi czy nie zje...
I tak mogłabym do jutra, tylko po co. Jak ja tu piszę i nikt nie czyta, a jak pisze żona Pana Marcinkiewicza o helikoniach na Maderze i w dodatku wątpliwą polszczyzną (której pewnie na Maderze się uczyła), to ją do dzień dobry tvn zapraszają...
Świat staje na głowie, ale robi to zgodnie z planem. Nie chciało się wierzyć Nietzsche'mu? A on już wcześniej wiedział, że obchodzi nas tylko to, co nam pasuje. Żaden kodeks moralny nie powstrzyma zgnilizny która się wylęga w ludziach i postępuje od głowy. A tak! Od głowy! To nie od cudzołóstwa, tylko jak się z własnej głowy wyspowiadać?
Więc ja żałuję dziś. Za wasze grzechy żałuję.
No nie. A to dlatego, że tragedie obchodzą nas wybiórczo. Po Kaczyńskim szlochów nie było końca, jak w Korei sobie płakali za Kim Dzongiem, to ich obśmiewali na Kwejkach. Zginęło 16 anonimowych ludzi - żałoba, ginie jedna Szymborska - to co? Stara była przecież już... Mała Madzia dostała sto milionów zabawek, które zamarzły w śniegu, tysiąc ciepłych słów - po śmierci. Na oddziałach onkologicznych dla dzieci, jakoś takich tłumów i darów nie widać... Angelina Jolie adoptuje sierotki z Kambodży, a pod jej domem trzynastoletnie dzieci ćpają i zachodzą w ciąże, bo brak im wsparcia... Właściwie, to pod każdym z jej domów. Wszystkich obchodzą losy puszystych bezdomnych szczeniaczków, ale jak sie bydło transportuje na rzeź, to co to za różnica, na rzeź przecież a nie do przytulania, więc jak się trochę tam pobrudzi czy nie zje...
I tak mogłabym do jutra, tylko po co. Jak ja tu piszę i nikt nie czyta, a jak pisze żona Pana Marcinkiewicza o helikoniach na Maderze i w dodatku wątpliwą polszczyzną (której pewnie na Maderze się uczyła), to ją do dzień dobry tvn zapraszają...
Świat staje na głowie, ale robi to zgodnie z planem. Nie chciało się wierzyć Nietzsche'mu? A on już wcześniej wiedział, że obchodzi nas tylko to, co nam pasuje. Żaden kodeks moralny nie powstrzyma zgnilizny która się wylęga w ludziach i postępuje od głowy. A tak! Od głowy! To nie od cudzołóstwa, tylko jak się z własnej głowy wyspowiadać?
Więc ja żałuję dziś. Za wasze grzechy żałuję.
wtorek, 28 lutego 2012
pro-life
Cytuję za Polityką, nr8/2012
"(...)dzieciobójstwo jest zabójstwem tzw. uprzywilejowanym, obłożonym mniejszą karą niż pozostałe, zwyczajne."
Takie mamy prawa w katolickim kraju, gdzie chronią życie od samego poczęcia.
Pro Life w Polsce, to obskurne, przepełnione domy dziecka, brak sensownej polityki socjalnej, nagonka "umoralnionej" części społeczeństwa na cudze sumienia. Tak, to ta część, która za cel najwyższy, obrała sobie TWOJĄ moralność, nie swoją. Ze swoja siedzą cicho w kącie, jak za ścianą słychać "mamę, której puszczają nerwy". A juk już jej puszczą na dobre, to dopiero wtedy wyłażą z tych kątów zapyziałych kryształowe sumienia i zaczynaja kamieniować. Rozrywają na strzępy publicznie, ale zaproponuj im rozwiązania ze Szwecji rodem. Zaplują się na śmierć tłumacząc ci absurd bezstresowego wychowania. Gdzie sens, gdzie logika?
Przecież kurator był. A że zapukał, nie wpuścili, to sobie poszedł pisac raport przy ciepłym biureczku, to już inna sprawa. W przedszkolu nie zauważyli nic. W przychodni też. Nie ich sprawa, że matka nie leczy dziecka, że zaniedbane... I tak sobie trzylatki odmrażają właśnie dłonie i stopy pod nadzorem naprutych rodziców. Bo co się obcy będą wtrącać? Klapki na oczy i jedziemy dalej...
Ale chwila, tyle przecież w Polsce rozwiązań na niechciane dzieci...
1. Oczywiście, pogódź się z losem kobieto.
Wszystkim jest ciężko, zrobiłaś to teraz ponieś konsekwencje. Bez pracy, bez pomocy (o tak, bo może nie wiele matek wyobraża sobie, że można nie mieć babci do pomocy, ani nikogo innego) bez szans. I nie martw się, bo jak zabijesz, to i tak dostaniesz zawiasy, zabójstwo uprzywilejowane (sic!)
2. Zostaw w szpitalu.
A tam ci zgotują takie psychologiczne piekło, z księdzem na czele, że zabierzesz dzieciaka do domu i pożałujesz, że w ogóle o tym pomyślałaś. I problem z głowy! Dla opieki społecznej i państwa oczywiście. W szpitalach nawet te, które rodzą po ludzku, jak się to ładnie ostatnimi czasy nazwało, i zabieraja do domu, są traktowane jak rzecz. No to spróbuj teraz urodzić i się nie cieszyć, na dodatek przysparzając zmęczonym położnym roboty papierkowej!
3. Oddaj do adopcji.
ha, ha, ha! miliony par ustawiają się w kolejkach pod domami dziecka. Par. Bo samotna, zamożna, wykształcona i mądra kobieta nie dostanie szans na adopcję. Zdemoralizowała by potomka...
4. Okienko Życia.
Jest w Warszawie. Jedno... Na Pradze.
Jeśli mieszkasz na włochach i chcesz podrzucić dziecko anonimowo, musisz tłuc się przez całe miasto nocnym autobusem z noworodkiem na ręku. Wcale nie będzie wyglądało podejrzanie.
5. Jak sprzedasz dziecko rodzicom adopcyjnym, na własną rękę to cię zamkną. Prawdopodobnie, dostaniesz tyle samo co za uprzywilejowane zabójstwo...
No i cała gama innych drastycznych rozwiązań. Jak chociażby skazanie dziecka i siebie na psychiczne tortury. Fizyczne też. Nie wiedzieć czemu, to właśnie rozwiązanie jest stosowane najczęściej...
Żeby rozwiać wątpliwości, proponuję chwilę rozważań, na własną rękę, wspieranych literaturą fachową, nad kruchością ludzkiej psychiki. Nad tym, jak łatwo oceniać nam innych, zamiast spróbować i zrozumieć i móc zapobiegać wielu takim przypadkom. Są łatwo dostępne statystyki dotyczące dzieciobójczyń w polsce, przestępstw popełnianych na dzieciach w ogóle, zaniedbań i tym podobnych przypadków. Przy chwili zainteresowania, można by na ich podstawie utworzyć politykę prewencyjną, zamiast reklamować tą kulawą prorodzinną. Ale kogo to obchodzi? Pana premiera? Rzecznika praw dziecka? Kogo? Za dużo roboty z procesem zrozumienia, po za tym, po cóż marnować energię na rozumienie potwora krzywdzącego dzieci? Łatwiej rzucić kamień i z czystym sumieniem wrócić na własną kanapę.
Pro Life, to kompletny brak chęci zrozumienia.
A Pro Choice?
Szkoda gadać. Stowarzyszenie demonów z najgłębszych otchłani piekła. Banda dziwek bez rozumu, z elastyczną moralnością. Sekta morderczyń, dla których seks to zabawka, nie funkcja prokreacyjna. Aborcja, to forma antykoncepcji, a nie morderstwo (ciekawe, też uprzywilejowane?) a feministyczne ideały dawno poprzewracały im w macicach. Powinny klęczeć na grochu pod ścianą i powtarzać: "Po pierwsze matka, po drugie żona, po trzecie zamknij się dziwko"
(do pań od pro-choice wrócę na pewno, niebawem)
Życie zaczyna się od poczęcia.
Tak? A spróbuj poprosić w szpitalu o wydanie zwłok 2tygodniowego płodu i pochowaj go w obrządku katolickim.
"(...)dzieciobójstwo jest zabójstwem tzw. uprzywilejowanym, obłożonym mniejszą karą niż pozostałe, zwyczajne."
Takie mamy prawa w katolickim kraju, gdzie chronią życie od samego poczęcia.
Pro Life w Polsce, to obskurne, przepełnione domy dziecka, brak sensownej polityki socjalnej, nagonka "umoralnionej" części społeczeństwa na cudze sumienia. Tak, to ta część, która za cel najwyższy, obrała sobie TWOJĄ moralność, nie swoją. Ze swoja siedzą cicho w kącie, jak za ścianą słychać "mamę, której puszczają nerwy". A juk już jej puszczą na dobre, to dopiero wtedy wyłażą z tych kątów zapyziałych kryształowe sumienia i zaczynaja kamieniować. Rozrywają na strzępy publicznie, ale zaproponuj im rozwiązania ze Szwecji rodem. Zaplują się na śmierć tłumacząc ci absurd bezstresowego wychowania. Gdzie sens, gdzie logika?
Przecież kurator był. A że zapukał, nie wpuścili, to sobie poszedł pisac raport przy ciepłym biureczku, to już inna sprawa. W przedszkolu nie zauważyli nic. W przychodni też. Nie ich sprawa, że matka nie leczy dziecka, że zaniedbane... I tak sobie trzylatki odmrażają właśnie dłonie i stopy pod nadzorem naprutych rodziców. Bo co się obcy będą wtrącać? Klapki na oczy i jedziemy dalej...
Ale chwila, tyle przecież w Polsce rozwiązań na niechciane dzieci...
1. Oczywiście, pogódź się z losem kobieto.
Wszystkim jest ciężko, zrobiłaś to teraz ponieś konsekwencje. Bez pracy, bez pomocy (o tak, bo może nie wiele matek wyobraża sobie, że można nie mieć babci do pomocy, ani nikogo innego) bez szans. I nie martw się, bo jak zabijesz, to i tak dostaniesz zawiasy, zabójstwo uprzywilejowane (sic!)
2. Zostaw w szpitalu.
A tam ci zgotują takie psychologiczne piekło, z księdzem na czele, że zabierzesz dzieciaka do domu i pożałujesz, że w ogóle o tym pomyślałaś. I problem z głowy! Dla opieki społecznej i państwa oczywiście. W szpitalach nawet te, które rodzą po ludzku, jak się to ładnie ostatnimi czasy nazwało, i zabieraja do domu, są traktowane jak rzecz. No to spróbuj teraz urodzić i się nie cieszyć, na dodatek przysparzając zmęczonym położnym roboty papierkowej!
3. Oddaj do adopcji.
ha, ha, ha! miliony par ustawiają się w kolejkach pod domami dziecka. Par. Bo samotna, zamożna, wykształcona i mądra kobieta nie dostanie szans na adopcję. Zdemoralizowała by potomka...
4. Okienko Życia.
Jest w Warszawie. Jedno... Na Pradze.
Jeśli mieszkasz na włochach i chcesz podrzucić dziecko anonimowo, musisz tłuc się przez całe miasto nocnym autobusem z noworodkiem na ręku. Wcale nie będzie wyglądało podejrzanie.
5. Jak sprzedasz dziecko rodzicom adopcyjnym, na własną rękę to cię zamkną. Prawdopodobnie, dostaniesz tyle samo co za uprzywilejowane zabójstwo...
No i cała gama innych drastycznych rozwiązań. Jak chociażby skazanie dziecka i siebie na psychiczne tortury. Fizyczne też. Nie wiedzieć czemu, to właśnie rozwiązanie jest stosowane najczęściej...
Żeby rozwiać wątpliwości, proponuję chwilę rozważań, na własną rękę, wspieranych literaturą fachową, nad kruchością ludzkiej psychiki. Nad tym, jak łatwo oceniać nam innych, zamiast spróbować i zrozumieć i móc zapobiegać wielu takim przypadkom. Są łatwo dostępne statystyki dotyczące dzieciobójczyń w polsce, przestępstw popełnianych na dzieciach w ogóle, zaniedbań i tym podobnych przypadków. Przy chwili zainteresowania, można by na ich podstawie utworzyć politykę prewencyjną, zamiast reklamować tą kulawą prorodzinną. Ale kogo to obchodzi? Pana premiera? Rzecznika praw dziecka? Kogo? Za dużo roboty z procesem zrozumienia, po za tym, po cóż marnować energię na rozumienie potwora krzywdzącego dzieci? Łatwiej rzucić kamień i z czystym sumieniem wrócić na własną kanapę.
Pro Life, to kompletny brak chęci zrozumienia.
A Pro Choice?
Szkoda gadać. Stowarzyszenie demonów z najgłębszych otchłani piekła. Banda dziwek bez rozumu, z elastyczną moralnością. Sekta morderczyń, dla których seks to zabawka, nie funkcja prokreacyjna. Aborcja, to forma antykoncepcji, a nie morderstwo (ciekawe, też uprzywilejowane?) a feministyczne ideały dawno poprzewracały im w macicach. Powinny klęczeć na grochu pod ścianą i powtarzać: "Po pierwsze matka, po drugie żona, po trzecie zamknij się dziwko"
(do pań od pro-choice wrócę na pewno, niebawem)
Życie zaczyna się od poczęcia.
Tak? A spróbuj poprosić w szpitalu o wydanie zwłok 2tygodniowego płodu i pochowaj go w obrządku katolickim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)