czwartek, 2 sierpnia 2012

"Ten percent luck, twenty percent skill"

Jeśli należysz do tej grupy, która ma dla narzekających na sytuacje w kraju, fantastyczną radę "Jak się nie podoba, to wyemigruj", to sobie nie zawracaj głowy czytaniem, bo będę narzekać.
I to bardzo.
To wcale nie chodzi o to, żeby uciekać do raju pełnego jednorożców, żrących koniczynki na końcu tęczy, albo do plastikowej, postindiańskiej nibylandii. Chodzi o to, żeby w tym słowiańskim grajdołku, życie zaczęło płynąć zgodnie ze wskazówkami zegarka, a nie w poprzek i żeby ludzie przestali się na to gapić przez różowe okulary tabelek statystycznych.
Miałam zacząć od siebie, ale zacznę od resocjalizacji. Żeby tak na próżno nie gadać, przygotowałam się, oglądając wszystkie reportaże i dokumenty o bezdomnych, recydywistach i młodzieży z domów poprawczych. Te z przed lat 5, 3, ówczesne, te które nigdy nie powstały, i te które jeszcze nie powstały też, nawet te, o których reżyserzy dopiero myślą. I kręci mi się już od tego w głowie, bo niby sprawa banalnie prosta, a jednak okazuje się, że resocjalizacja i pomoc jako taka, nie rządzą się prawami logiki.
Może to dlatego, mało kto wierzy, że samo zjawisko powtórnego przystosowania do życia w społeczeństwie ma szansę zachodzić w wielu przypadkach, jeśli jest mądrze przeprowadzone. A nie tylko w książkach dla studentów. Nie, nie wierzę, że seryjnego mordercę, gwałciciela, psychopatę i pedofila można zreedukować. Nawet metodami Anthony’ego Burgessa, stosowanymi na Aleksie. Ale wierzę, po obejrzeniu tych filmów, że istnieje grupa bezdomnych, którym państwo odcina drogę powrotną, że wielu recydywistów, staje się nimi ze względu na brak jakichkolwiek perspektyw, z nudów i wygody, którą zapewnia im system penitencjarny, a także, że wielu małolatów, dorastających w patologii rodzinnej i trafiających do zakładów poprawczych, można uchronić przed wdepnięciem w jeszcze większe szambo. Wspaniałym przykładem, jak tego nie robić, jest pomysł Pana Reżysera Roberta Glińskiego, tego od "Cześć Tereska". Pominę walory filmu, bo o tym można by osobny wywód popełnić. Pobawił się w pana boga, dając tym dwóm dziewczynom wielką szansę. Szansę? Na co? Na showbiznes? To niby mniejsza patologia, niż ta którą miały w poprawczaku? Nie skorzystały z niej podobno. Ciekawe dlaczego... Mam teorię - może dlatego, że to dla nich abstrakcja? Podejrzewam, że w ich mniemaniu, to nawet nie była praca. Pobyły w centrum zainteresowania, potraktowały to chwilowo, bo w ich życiu wszystko jest chwilowe. Jak dorastasz w domu w którym wszyscy leżą pijani na podłodze i okazyjnie nakarmią cię sąsiadki, ktoś weźmie na chwilę, ktoś przelotnie zainteresuje, to wszystko jest nietrwałe. Zupełnie jak okazja zagrania w filmie. Nikt ich nie nauczył, co to wiara we własne możliwości, wiara w samego siebie i jak to wykorzystać, żeby móc na tym np zarobić. Przyszedł pan z ekipą, dał możliwość wyrwania się za kraty, fajnie było, zapłacili, wzięli do jakiegoś programu i już. Czerwony balonik w prezencie od babci, na zdewastowanym śmietniku pełnym butelek wódki. Czego więcej może spodziewać się dziewczyna, która uczy się jak przetrwać z dnia na dzień, a nie myśli perspektywicznie? Jasne, no przecież nie pan Gliński będzie je wychowywał, on tylko na nich zarobi. Od wychowania jest państwo, skoro rodzina nie trzeźwieje. I co robi to państwo?
1. Karmi i uczy matematyki w zakładzie poprawczym.
2. Resocjalizuje robótkami ręcznymi na terapii i psychotropami na depresję.
3. Wypuszcza z zakładu.
I dalej, niepełnoletnich pilnuje potem kurator, pełnoletni idą w świat, ot tak, po prostu...
Trafiają do więzienia, szybciutko. Dziwne? Nie, mają ciepło, mają jedzenie, zero wysiłku, inni myślą za nich. Teoretycznie, bo gdyby naprawdę myśleli, to w więzieniu do dziś, zamiast internetu, byłby obowiązek pracy. Jasne, mamy bezrobocie, i oni pewnie zajmowali by nam miejsca pracy, prawda? Tylu chętnych do budowy dróg jest przecież, do sprzątania ulic...
Co robi więzień? Jak mija jego dzień?
Wstaje na apel, jest prowokowany przez klawiszy, z nudów kombinuje, robi tysiąc pompek, śpi wpędzając się w apatię, łyka tabletki w ramach konsultacji psychologicznych, co ambitniejszy - czyta i się uczy. Później wychodzi, tak jak trafił do więzienia, i... już.
Może kurator znów, ale psycholog? Terapeuta? Leczenie uzależnień? Najprostsza na świecie praca? Jakiś sens egzystencji, widmo powrotu do społeczeństwa? Cień szansy. Z wyrokiem w niewielu miejscach można podjąć pracę. Nawet jeśli dotyczył żony która w obronie własnej i dzieci, zadźgała męża psychopatę nożem. Dzieci straciła prawdopodobnie, perspektywy też, to pytam, co w życiu da jej nabyta umiejętność wydziergania na drutach kurczaka na jajko? Albo idzie na ulicę i wraca szybko tam skąd wyszła, albo staje się bezdomna. A bezdomnym daje się obiady, skarpetki i wyrzuca się ich za drzwi, bo na pewno przecież piją, ćpają i sami chcieli wieść taki żywot. No zgoda, tacy też są. Ale daje się wędkę, nie jałmużnę, właśnie po to, żeby odizolować jednych od drugich. Nie chcesz pracy? To nie. Idź żyj w kanałach, zbieraj puszki, czyściej będzie. I tu pojawia się kolejny bezsens systemu. Wychodzi z więzienia - staje się bezdomnym - zamykają go z powrotem, np za to, że nie płaci alimentów - wychodzi... i tak w kółko. Może to i tanie jest, ale produkuje bezproduktywnych obywateli. A dlaczego właściwie oni nie mogliby sobie żyć na tych ogródkach działkowych? O ile rzecz jasna, nie włamali się tam. I czemu nie mogliby sobie gdzieś pracować, posiadać jakiejś formy dokumentu, korzystać z zasiłku i mieć otwartych drzwi, a taki pan Stanisław z pod sklepu, co wszystko przepija z kumplami, może zajmować mieszkanie obok mnie, za które nie płaci i w którym nie ma prądu, jak sobie ode mnie nie pociągnie i w którym tak śmierdzi, że nawet mój kot nie wychodzi już na korytarz. A jak zrobi awanturę, to go policja nie może zabrać, bo chory na serce jest. Pieniążki państwowe ma, detoks raz na pół roku, za free i nawet mandatów za sikanie i spożywanie nie dostaje, bo straż wiejska macha rączką, ot taki, niegroźny menel. To rozumiem, jest jeszcze tańsze niż realna pomoc dla bezdomnych? Bo pana Stasia nie da się zresocjalizować, on powinien zostać tym bezdomnym z własnego wyboru, bo szansę miał i nie wykorzystał. Kwestia wspomnianej pomocy medycznej, też pozostawia wiele do życzenia. W konstytucji, jest taki zapis o tym, że każdemu, nawet nie ubezpieczonemu, należy się pomoc zdrowotna. Nikt jej nie respektuje i nikt o nią nie walczy, bo kto ma to robić? Bezdomny? Przecież on nie jest obywatelem... Ale mój pan Staś jest i to jakim! Jak się spierniczy ze schodów na głowę, to karetka pędzi na sygnale, bo zagrożenie życia... A to z kolei, kosztuje podatników mniej, niż zdezynfekowanie stóp bezdomnego. No i żyją tak sobie na marginesie społecznym, gdzie można przetrwać dzięki szczęściu i umiejętnościom. A społeczeństwo, które wymyśliło resocjalizacje ślepo egzystuje obok nich. Czasem rysując sobie szlaczki na tym marginesie...
P.S Nie uważam, że za wszystko ma być odpowiedzialne państwo i nie uważam, że rozbudowany socjal, jest korzystny. Uważam za to, że socjal polegający na dawaniu, a nie uczeniu, to studnia bez dna i bez efektów.
Ja też chciałam być wartościowym obywatelem i zdobyć realny i konkretny zawód. Najpierw jeden, potem drugi, w końcu trzeci... Pech chciał, że wszystkie były związane z rzemieślnictwem. Może to dlatego, że jestem kobietą, kilku mistrzów kowalstwa z którymi rozmawiałam, setnie się ubawiło słysząc czego chcę się uczyć. Jeden nawet niedyskretnie spytał, ile ważę. A szkoły nie ma, bo nie ma chętnych... Pan szklarz, wysłał mnie na kurs, a potem zaproponował, że jakieś praktyki ewentualnie. Kursów nie ma, tu w Warszawie nie znalazłam, może źle szukam? Ale określenia "jakieś" i "ewentualnie" i tak mnie trochę zniechęciły. No to złotnik - jubiler myślę sobie. Ale nie, szkoła zmieniła profil i już nie kształci w zawodzie, tylko prowadzi kursy. Na plaster mi taki kurs, ale chyba nie mam wyjścia, dopóki nie trafię gdzieś po znajomości.
Za to, gdybym chciała zostać informatykiem, administratorem, wizażystką, kosmetyczką, ekonomistą, księgową, technikiem bhp, to proszę bardzo. Nawet w prywatnych szkołach, te kierunki są darmowe. Przecież taki deficyt ludzi w tą stronę wykształconych... Nie wiem, co robi technik bhp, ale chyba nie mam predyspozycji do pilnowania higieny pracy, skoro oblizuję pędzelki po terpentynie, mój plan X, zakłada więc opcję ze ślusarstwem. Będę robić takie instalacje, że ci kowale pochowają się w imadła, zrobię mistrza i będę uczyć zawodu kryminalistów, recydywistów i młodzież i będę szczęśliwa. Najpierw jednak przykuję się kajdankami do siedziby Izby Rzemieślniczej, żądając nauki. Nie, nie będę się podpalać pod kancelarią premiera, chociaż przeszło mi to przez myśl.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz