czwartek, 14 lutego 2013

Przekażmy sobie znak pokoju...

A ja kocham wszystkich.
Serio, co mi tam, nawet sąsiadkę z dołu kocham, tą co mi wali w kaloryfer od 6 nad ranem. Kocham. Kto powiedział, że każda miłość jest łatwa. Nigdy się na niej za krzywdy nie zemściłam, chociaż miałam ochotę nie raz i nie pięć, powybijać tej wariatce szyby.
Kocham panie w urzędach też. Nawet wtedy je kocham, kiedy z miną wkurzonego Hulka Hogana, plują mi okruszkami ciastka i resztkami kawy w twarz w odpowiedzi na moje "dzień dobry". W końcu, może to wcale nie jest ich dobry dzień.
Pana Miecia spod sklepu, również kocham. To koniec końców, przecież nie jest jego wina, że dzieci ma po więzieniach w całej Polsce rozlokowane a żona w delirium, uciekła z sąsiadem. No to pije jak ten Cage w Zostawić Las Vegas. I nie wiadomo czy "dlatego, że zostawiła go żona, czy żona go zostawiła, dlatego, że tak pije", wiadomo natomiast, że jak ma zły dzień, to można się od niego uczyć wulgarnych epitetów.
Ale, ja nie o tym chciałam.
Odnotowuję kolejną modę. Mode na "Spieprzaj dziadu z ta miłością". Wcale mnie ona nie dziwi, zważywszy na to, że najczęściej dotyka ludzi poszkodowanych. Kalek znaczy. Takich pokrzywdzonych przez ludzi, kiedyś tam w ich życiu. Mówią wtedy "One wszystkie takie same są!", albo "Wszyscy faceci to dupki" i jeszcze "Miłość zawsze boli"...
Oh, really?
A ja sobie myślę, zgoła inaczej.
Jeśli usiłujesz, coś tak bardzo delikatnego i metafizycznego, wycisnąć jak wielką cytrynkę, to owszem, zgnieciesz to paluchami i nawet nie zauważysz.
Jeśli zależy ci na tym, żeby od razu mieć plony, to pamiętaj, że pomidora trzeba najpierw posadzić a potem o niego zadbać, chyba, że kupisz takie GMO pomidory z supermarketu. Ale wtedy licz się z tym, że one tylko udają pomidory i smakują zupełnie inaczej.
Jeśli chcesz schować coś w kieszeń, żeby mieć na własność, to musisz wiedzieć, że tlen się kiedyś kończy.
I wreszcie, jeśli uważasz, że już wszystko wiesz i rozumiesz, zakładasz kask i możesz być najlepszym żużlowym zawodnikiem na świecie, któremu żaden tor nie straszny... to chyba zapominasz, że każdy tor, ma swoje własne zakamarki a każdy żużel inaczej się układa. Więc zdejmij kask i otwórz głowę.
Głowę, bo serce to taki mięsień jest, nie służy do kochania.
Serce każdy ma własne i podzielić sie nim można jedynie po śmierci, z Akademią Medyczną.
Ale przecież pocztówki z płatem czołowym, nie sprzedawałyby sie tak dobrze w walentynki. Ani nawet czekoladki w kształcie mózgu. Miś z otwarta czaszką?
Kurcze, przecież to co bazgrolimy od dziecka jako symbol miłości, ani trochę nie ma z nią związku. Że kształtem serca nie przypomina, to już w ogóle inna bajka, ja uważam, że wygląda bardziej jak ludzka miednica, widziana z góry. Sprawdźcie. Myślę, że to nie przypadek.
Odkąd miłość, przybrała formę relacji męsko damskiej, regulowanej przez społeczeństwo, bo to ono nam narzuca formy, to ludzie sie jej boją. I ja im sie wcale nie dziwię.
Kiedyś, małżeństwo nie wiązało się wcale z miłością, tylko z korzyścią i statusem. Dzisiaj, młodzi chłopcy panicznie obnoszą się z buntem przeciwko tej instytucji a dziewczęta krzyczą, że do garów nigdy w życiu. Take it easy... Będzie co ma być, po co zawczasu się tym martwić, blokując się i chowając w pancerze.
Z tego wszystkiego, poślubienie kozy, ubieranie yorków w kretyńskie wdzianka, gadanie z paprotkami, trzymanie 150 kotów na 10 metrach kwadratowych, albo wreszcie karmienie piersią dziesięciolatków, staje się patologicznym ekscentryzmem.
Ja tego nie pochwalam, bo to smutne. Ale rozumiem, że wszechobecny brak zwykłej, ludzkiej miłości, zastąpiony wyidealizowanym widmem ognistego uczucia, najzwyczajniej w świecie upośledza.
Bez wyjątków.
Podpisano - kaznodzieja Lilou.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz