Rzeźnik, Alina Reyes, Zysk i S-ka, 2007
Książka, której nie przeczyta żaden wegetarianin, żadna pruderyjna panienka na wydaniu ani Hugh Hefner.
Ten pierwszy dlatego, że to historia przysłowiowej Pani z Mięsnego, ta druga, ponieważ Pani z Mięsnego jest niegrzeczna, a Hugh, bo za mało niegrzeczna. Za to Lilou przeczyta. Przeczyta w autobusie i pożałuje. Ale po kolei.
Alina Reyes, pod pseudonimem erotyzuje literaturę, zupełnie nie w kobiecym stylu. Robi to już od 57 lat i idzie jej nad wyraz dobrze. Jasne, że zdania są na ten temat podzielone, nie dziwne, skoro autorka oscyluje pomiędzy erotyką a pornografią i jeszcze ma na ten temat wyrobiony pogląd, który chętnie przedstawia w wywiadach. Gdyby nie była francuzką, pewnie spłonęłaby na moralnym stosie.
W Rzeźniku mamy, pot, krew, mięso, ostre przedmioty i na pierwszy rzut oka skandal.
Jest młoda, nienazwana kobieta. Jest zapewne starszy, nieokrzesany rzeźnik. Ta pierwsza, wraz ze swoimi wychuchanymi ideałami, gnie się jak trzcinka, pod presją ciosanych z surowego wyuzdania słów tego drugiego. I jest jej z tym dobrze. Przynajmniej, do czasu gdy nie zaczyna raz po raz wtrącać do narracji imienia Daniel. Tym fragmentom, nie towarzyszą anatomiczne nazwy, ani pot na czole, można więc sądzić, że ów młodzieniec przyczynił się do upadku dziewczyny. Upadku. W miarę zgłębiania się w historię, analogia pomiędzy krwawą, śmiertelnie martwą i uprzedmiotowioną tuszą zwierzęcą, a ciałem żywej i świadomej kobiety, staje się coraz bardziej widoczna. Rzeźnik bardzo pewnie, wprowadza ją do swojego świata. Uczciwie prostego w swojej bezwzględności. Rozkrawając bydlęce pachwiny, kroi duszę młodej kobiety, poddającej się temu z fascynacją. Prawdopodobnie miłość niosąca ze sobą niespełnione oczekiwania, popchnęła ją z ciekawości w silne, zdecydowane i uzbrojone w niebezpieczny tasak ramiona. Jednocześnie odzierając ze złudzeń, z każdym płatem zwierzęcej skóry. Czy jesteśmy świadkami transformacji żyjącej, kochającej istoty w ochłap mięsa rzucony na pożarcie, czy też może, to omdlewające w dusznych objęciach niespełnionego uczucia, ciało, dopiero w chłodni zaczyna budzić się do życia? To już zależy od czytelnika. Pani Reyes gra tak zwinnie metaforą i dosłownością, że pozostawia dowolność interpretacji. Do tego, pisząc o seksie, zamienia się w Bukowskiego w spódnicy. Nie masz wątpliwości, co przed chwilą przeczytałeś, ale śmiesz wątpić, czy doskonale to zrozumiałeś. Śmierć i seks, są wieczne. Mało tego, od dawna się przenikały. Fascynowały ludzi, fascynowały antropologów. Coś musi w tym być, skoro do dziś, w pewien sposób są łączone. Czy to może, jak w tej symbolicznej rzeźni, otoczenie przesiąknięte śmiercią, popycha nas do namiętności, jako przeciwieństwa, dającego nadzieję, że dzięki niemu uda nam się przetrwać... Może być to też turpizm. Piękna pani, brzydki Pan w brzydkim otoczeniu. Brzydkie myśli, brzydkie czyny. Kontrast. I jeśli tak jest, to zdanie Pani Aliny Reyes, wobec sporu Ero-Porno, ma sens. Wystarczy sobie przypomnieć słowa Grochowiaka:
"Żaden turpista nie przeraża tylko po to, by przerażać, żaden nie
krzyczy, aby usłyszano, jaki ma silny głos. I znowu nie rekwizyty
decydują, ale postawy."
To nie żaden skandal. Erotyka i pornografia są po prostu jak Yin i Yang, równoważąc się jak śmierć i życie w celu ciągłego stymulowania afirmacji. Afirmacji życia, przy jednoczesnym pogodzeniu się, ze śmiercią. Tak to ujęła autorka w książce:
„Kto powiedział, że mięso, ciało, jest smutne? Nie jest smutne, jest posępne.”
To proza bez dna, zabarwiona poezją, jeśli oczywiście ktoś lubi kopać. Kopać, przez psychikę, mięśnie, ścięgna aż po kości i racice...
Refleksja Lilou po lekturze:
Ciało nie myśli, ciału jest obojętne. Ale to ciało, przekazuje ci co masz czuć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz