(cały poniższy tekst, tak w ramach uprzedzenia zarzutów, nie dotyczy przypadków zaburzonych psychicznie, które zdarzają się obu płciom)
Jestem mizoginistką.
I bardzo mi z tym dobrze.
Rozglądam się dookoła już od 27 lat i jestem w stanie stwierdzić, że spora część kobiet, najzwyczajniej w świecie przynosi wstyd mojej płci.
Nie lubię Was przeważnie za ten roszczeniowy stosunek do mężczyzn, których jest mi coraz bardziej szkoda. Poważnie. Zajeździcie ich kiedyś na śmierć i wyginą. Przykro mi patrzeć, jak wiele z wartościowych osobników jest traktowana instrumentalnie na zasadzie maszynek do:
- spełniania Waszych oczekiwań;
- urastania do Waszych wymagań;
- dogadzania Waszym potrzebom;
- zarabiania pieniędzy (często na powyższe, kiedy już zdacie sobie sprawę, że to tak beznadziejny egzemplarz, który potrzebom emocjonalnym nie sprosta, to chociaż groszem niech rzuci).
Patrząc na przebieg rozwodów, obserwując z pozycji świadka kłótnie, problemy i przyczyny rozstań, wydaje mi się, że ktoś powinien zwrócić Wam uwagę na kilka drobnych szczegółów. Tak. To będę ja.
Zostałam adwokatem diabła.
Wbrew powszechnym opiniom, mężczyźni mają bogaty zestaw emocji, tak jak kobiety.
Tylko sposobów na ich wyrażanie potrzebują mniej. Przecież na widok małego, puchatego szczeniaka wystarczy się uśmiechnąć, nie trzeba skomleć, piszczeć, wzdychać i omdlewać. Spróbujcie kiedyś, to nie boli. Jeśli chodzi o te wyższe - też je mają. Zwykle jednak są nimi tak przytłoczeni, lub przerażeni kiedy je zauważą, że trochę markotnieją. Zwłaszcza jeśli wiążą się z czymś na czym im bardzo zależy.Na zewnątrz wyglądają może nieco jak wyprowadzony z równowagi Arnold Schwarzenegger, ale gwarantuję, że nie zaczną zabijać dopóki nie powtórzysz po raz ósmy "no może byś ze mną porozmawiał?".
Dlaczego?
Bo nie chcą Ci powiedzieć, babo jedna, że jesteś wredną zołzą i strasznie starają się zapanować nad tym, żeby nie powiedzieć nic głupiego, bo im zależy, ale Ty im tego nie ułatwiasz, bo prowokujesz drzemiącą w rycerzu wolę walki, upierając się, że jednak gapił się na biust tej Jolki z imprezy, jak on to robił odruchowo, ale przecież Ci nie powie, bo dla Ciebie to abstrakcja, jak byś wcale nie zauważyła, że Jolka ma biust, oraz nie zerknęła na niego ani razu, co?
Nie na siłę, nie na litość, nie przypierać do ściany. To jak bóg-honor-ojczyzna dla młodzieżówki onr'u. Jasne? Chyba, że chcesz wylądować pięć lat po ślubie z emocjonalnym kłębkiem nerwów, który boi sie wyjść do sklepu, żeby przypadkiem nie zrobić nic źle.
Skąd się biorą absurdalne kłamstwa i zaprzeczenia?
* Boi się, kobieto. Bo zrobisz awanturę, zarzucisz fochem, zaszantażujesz, whatever!
* Nie chce stracić twarzy, to podkoloryzuje. Ale to nie groźne i powinnaś o tym wiedzieć, zanim to powie. A potem zapewnić, od niechcenia, że nawet gdyby zrobił inaczej, to i tak będzie superfajny. Bo będzie nie? Gdyby nie był, to byś z nim nie żyła. A jeśli, wytykanie błędów i równanie z ziemią oraz kładzenie na łopatki, kogoś kogo kochasz, sprawia ci satysfakcję, to polecam wizytę u terapeuty, bo to nie jest zdrowe...
* Walczy sam ze sobą, chciałby być taki, jakim go widzisz (dosięgnąć tych podniebnych poprzeczek, które mu ustawiłaś) ale zdaje sobie sprawę, że jest inny i zawodzi. I jeśli z takich przyczyn, mężczyzna Cię oszukuje, to nie z nim jest źle. Kim trzeba być, żeby pozwolić bliskiej osobie na dyskomfort w byciu sobą?! Mężczyzna to też człowiek, też się myli i popełnia błędy i ma do tego święte prawo. Ty możesz ewentualnie tego nie tolerować i uczciwie go zostawić, szukając dalej księcia na białym rumaku. Czy tam w czerwonym ferrari.
Mężczyzna staje się leniwy, nieobecny i bierny nie bez powodu.
Marzysz pewnie o tym, żeby razem przygotowywać kolację, żeby kontakt w przedpokoju był naprawiony od razu i żebyś nie musiała czytać 50 twarzy Greya do snu, tylko miała je na żywo.
Powiem jak do dziecka. A buzie masz od czego? Od tapetowania czy od komunikacji?
Gotowanie? Skąd on niby ma wiedzieć, jak się robi sos do polędwiczki cielęcej? Jak ma coś zepsuć, to woli nie próbować. Ale możesz go przecież nauczyć, zamiast opieprzać, że krzywo marchewkę pokroił.
Coś nie działa? To może zamiast kręcenia nosem na widok nie naprawionego kranu, oraz robienia miny strasznej czarownicy z chatki na kurzej łapce z powodu nieskręconego regału, weźmiesz w rączkę młotek i zalotnie oświadczysz, że będziecie się teraz razem pocić. No takie trudne doprawdy... Lepiej położyć dzieci spać, zalegnąć ze zmęczenia przed kolejnym wydaniem Faktów i złorzeczyć jak to ciężko w życiu bywa i jeszcze ZERO OPARCIA w mężczyźnie.
Z tym seksem to też tak dziwnie. No zwyczajnie czasami trzeba im pokazać, gdzie mamy "miniaturkę" penisa zwaną łechtaczką, oraz ustalić spektrum własnych zainteresowań w dziedzinie łóżkowej. To jakaś grubsza filozofia, czy co?
I jeśli za każdym razem, kiedy mu coś nie wyjdzie, spiszesz go na straty, to nie oczekuj, że się jak feniks z popiołów odrodzi silniejszy. Każdy ma czasem dość.
Że Cię nie słucha?
Cóż, jak by to powiedzieć... Ja tez Was przeważnie nie słucham, wyłapując tylko te ważniejsze stwierdzenia, żeby to zakamuflować w razie pytań. Dlaczego tak się dzieje?
Nikt ci nie pomoże wybrać spodni. Nawet przyjaciółka. Gust i styl, to jest coś na co pracujesz latami, po to, żeby nie ulegać wpływom i jest na tyle indywidualny, że prośba o pomoc, jest zwykłą kokieterią. Wyłudzaniem komplementów. Gdyby było inaczej, zwróciłabyś się o radę do stylisty, a nie do faceta w rozciągniętym t-shircie z logiem Misfits, albo do przyjaciółki, która za żadne skarby świata (dlaczego?!) nie kupi sobie takich samych jeansów jak Ty, więc podświadomie powie Ci, że lepiej wyglądasz w tych które jej sie nie podobają. No opanuj się kobieto. Serio potrzebujesz opinii osoby obok przeglądając się w lustrze?
Nie słucham też, kiedy mówicie "a może tutaj tą szafę, co o tym myślisz?". Nie chcesz wiedzieć co myślę. A ich nie interesuje gdzie ta szafa jest, byle by gdzieś stała. Nawet jeśli mają jakieś swoje zdanie na ten temat, to i tak boja się powiedzieć, bo to przecież kulturowo ugruntowane, że Wy się na tym znacie lepiej... Warto jednak czasami po prostu zapytać, jak sobie wyobrażają wspólną przestrzeń. Wieszanie wszędzie błękitnych firanek, może powodować długotrwałą traumę.
Kiedy mówicie o tym, co Wasza mama/przyjaciółka/siostra powiedziała, tez zwykle się wyłączam. Mężczyźni robią to samo, w ramach zasady oko za oko, bo kiedy Ci mówią jak pięknie Andrzej wywinął orła przez stół do brydża w ostatnią sobotę, to robisz zniesmaczoną minę. Jakbyś się nigdy nie pośliznęła o zużytego pampersa.
Lubią rozmawiać za to o polityce, historii a czasem o filmach i książkach. Ale nie o tych z Hugh Grantem i nie z serii harlequin.
Nie muszę mówić chyba o tym, że nie słuchają Cię wtedy akurat, kiedy jest mecz, lub jakiekolwiek dla nich ważne wydarzenie. To tak, jak byś usiłowała skupić się na rozmowie, jednocześnie depilując woskiem okolice bikini...
Dochodząc do końca, John Gray sie mylił. Mężczyźni nie są z Marsa, a kobiety nie są z Wenus. Wszyscy jesteśmy z Ziemi. Jesteśmy ludźmi. Jeśli chcemy być zrozumiani, musimy sami wykazać wolę zrozumienia. Nie wiem, kto wymyślił tak drastyczny podział na emocjonalność płciową, ja zupełnie się z nim nie zgadzam. Nie jestem ekspertem, ale nigdy też nie zostałam potraktowana "jak słabsza płeć". Jesteśmy równi, tylko modne jest przypisywanie utartych cech kobietom i mężczyznom. Po co? Żeby nasilić nieporozumienia? Dlaczego nadal, kiedy kobieta podniesię raz rękę na dziecko, to jest to akt frustracji i puszczają jej nerwy, a kiedy zrobi to mężczyzna, staje się katem z miejsca, bez osądzania przyczyn? Dlaczego kobieta porzucająca męża jest "niedoceniona" a mężczyzna robiący to samo "nieodpowiedzialny"? Takich przykładów jest masa. Kobiety z jednej strony, sprzeciwiają się uprzedmiotawianiu, z drugiej same wpasowują się w tą rolę, twierdząc, że sztuczne cycki, to tylko jej fanaberia. Prawa samotnych ojców, to jakaś czarna utopia. Gwałt na mężczyźnie? No heloł, to przecież nie ma miejsca, tak jak przemoc. To on jest cienias, bo nie odda, jak go taka jedna patelnią napieprza. Feministki? Co to dzisiaj znaczy feminizm? Ja chcę, Ty masz mi dać, spróbuj odmówić, to Cię oskarżę o bycie facetem. I tyle. Opanujcie się troszkę. Amazonki nie skończyły najlepiej...
Patriarchat był zły.
Grożący matriarchat też.
Dorośniemy do partnerstwa?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz