czwartek, 11 lipca 2013

Think. And don't stop.

Po co kopać się ze światem?

Cóż... Po co kopać się z kimkolwiek? Po co żyć? Dlaczego każdy z nas nie ma własnej galaktyki? Dlaczego do jasnej cholery, jesteśmy otoczeni ludźmi, którzy nas tak w oczy kolą i światem który nas bombarduje ta ciemna stroną? Czemu?
Nie wiem.
Ja wiem tylko tyle, że można zostać bucem z własnym telewizorem, albo też człowiekiem z niczym. I znikąd pomocy. Znikąd. Bo karma wraca...

Widzisz w centrum cygankę, brudną, żebrzącą, z niemowlakiem na rękach.
Możesz splunąć jej w twarz, myśląc tylko o tym, ile ci zabiera urząd do spraw emigracji, ile ci psuje widoków zabytkowych na Krakowskim Przedmieściu, ile hajsu wyciągnie od naiwnych dobrych ludzi ile zła ci wyrządziła swoim jestestwem, ile zła wyrządza temu dziecku i niech się do roboty weźmie wreszcie.
A co by się stało, gdybyś pomyślał, że jej mąż, z garniturem złotych zębów, wsadził ją za włosy do nowej hondy civic, wręczając zawinięte w becik dziecko. Cudze, oczywiście, bo jej własne dostało się komu innemu. Pod becikiem ma zaklejone plastrem nóżki, żeby nie wierzgało, i jest lekko niedożywione, żeby ładnie spało, zamiast przeszkadzać. Wywiózł w miasto, zostawił i kazał zebrać pięć stów. Inaczej zero żarcia i w nagrodę cela numer pięć. O ile przeżyje...
Boli cię złotówka? Pięćdziesiąt groszy? Czy jej widok w twoim idealnym świecie?
Think about it.


Widzisz na centralnym bezdomnego.
Siada na ławce, która została przeznaczona dla podróżujących. Na twojej ławce. Przeszkadza ci czytać newsy z Superekspresu i śmierdzi bardziej niż twoje jajka na twardo, które zapakowałeś w podróż do „Lądynu”. Wyciąga z obrzydliwie sfatygowanej siatki, spleśniały chleb i usiłuje to „zwierze” zjeść jak nie przymierzając człowiek, na jednej ławce z tobą. Skandal. Publiczne ławki.
A co by się stało, gdyby ten bezdomny był wykształconym profesorem, który przeczytał więcej o biomechanice niż ty o Joli Rutowicz w tym swoim Fakcie? Co gdyby był ofiarą systemu. W pewnym momencie swojego życia zmuszony do takiej a nie innej drogi, pokonany przez państwo i odrzucony przez społeczeństwo. A jeśli do tego nazwany zbrodniarzem, ubekiem, komunistą... Nikomu nie robi krzywdy.
A nawet jeśli tylko był hazardzistą, którego żona nie chciała już więcej?
Co cię odrzuca, to, że chce zjeść na siedząco jak człowiek a nie leżąc w szalecie? Czy może to, że nie ma radia pod prysznicem? Albo psuje ci image dworca centralnego jako środka Europy?
Think about it.


Słyszysz za ścianą jak sąsiadka wrzeszczy na dzieci.
Kurde, taka dzielnica. Chcesz już się stąd wynieść. Masz dość. Patologia. Norma. Posiniaczone dzieci. Norma. Alkohol. Norma. Przelew, błagasz o przelew od milionera, żeby już się stąd wynieść. Masz normy ponad normę. Ile tego można słuchać? Ile patrzeć? I znikąd pomocy. Znikąd. Bo karma wraca.
I za normę uznasz interwencję policji. I nawet nie zauważysz, że zabierają jej dzieci. Bo leciał w telewizji serial. Przecież nie będziesz się gapił w patologię. Lepiej w telewizor z ładną scenografią.
A gdyby tak w kulminacyjnym momencie iść i z uśmiechem zapytać, czy może nie pomoc przy dzieciach? W nogę nie zagrać? Na spacer iść? Po co. Zaharowany jesteś. Cudze dzieci niańczyć?
Cukru pożyczyć, suchy chleb dla konia, zapytać czy mają światło, chociaż wiesz, że mają. Cokolwiek. Co jeśli uda ci się rozładować napięcie? Czasem nie trzeba wiele.
Boli cię robienie tego dla własnego sumienia? Boli cię, że dasz coś od siebie? Co boli człowieka, który zasypia spokojnie nie robiąc nic z otaczającym go światem? Jak daleko zajdzie?
Think about it.

I widzisz zwierze. Na drodze potrącone.
Chce ci się swoje porshe zatrzymać, żeby odsunąć?
Żeby wypadek spowodować?! No way!
A może by tak na poboczu. I może by tak jednak mieć z jedne rękawiczki. Boli?
Think about it.


I widzisz zwierze. Cierpiące.
Zaślinisz się z oburzenia, jak tak można. Oplujesz z pogardy dla ludzi którzy to robią. Ale nie zrobisz nic.
A może by tak, powiedzieć właścicielowi, że przywiązanie psa na mrozie przed sklepem, to nie najlepszy pomysł? A może by tak zabrać konającego kota do weterynarza? A może odwieźć do schroniska psa który się pałęta sam. A może chorego gołębia odnieść na bok? A może reagować za każdym razem jak ktoś psa leje smyczą? Boli?
A no boli. Bo się trzeba przejąć a nie zakładać maskę empatii dołączona do wyprawki noworodka.

Rozumiem was. Ale nie chce rozumieć.
Bo mnie boli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz