piątek, 12 października 2012

Szortpress

Dostałam Nobla. Wy też. I mój kot i sąsiadka z bloku, nawet moje dziecko, co daje mi niezniszczalny argument wychowawczy:
- nie możesz marudzić, jesteś laureatką pokojowej nagrody nobla!
Wyliczyłam sobie, że na każdego, przypadnie 0,0071643715943898425020171536986907 zł. Nie wiem, jak zamierzają mi to wypłacić i jeszcze potrącić podatek od wygranej, ale jak nie dostanę przelewu, to się poskarżę do Brukseli, że mnie okradają. Kto jak kto, ale ja na pewno zasłużyłam na wyróżnienie w dziedzinie pokojowej (te puszki, co mi upadły z klifu, to było dawno i niechcący). Z tej okazji, nawet przeleciałam sobie laureatów, jednym okiem. To znaczy listę laureatów, na wikipedii. Jaser Arafat, Nelson Mandela, Gorbaczow, Matka Teresa i Woodrow Wilson, chciałam edytować artykuł, żeby się tam dopisać, obok nich, ale chyba się coś zepsuło... No nic, poczekam, aż dostanę w dziedzinie literatury.
Przy okazji, czy aby przypadkiem od kilku lat, w komitecie noblowskim nie zasiadał Terry Gilliam albo John Cleese? Bo już nie wiem, czym to wszystko wytłumaczyć.
Pozostając w klimatach kulturalnych, widziałam trailer Bitwy pod Wiedniem. Chcę zapomnieć, że go widziałam. Zaczynając od białego orła, który powstał w latach międzywojennych, a tam powiewa sobie nad husarią, beztrosko spoglądając nie w ta stronę co trzeba, a na Alicji Bachledzie-Curuś kończąc. I to wcale nie dlatego, że mam "husarską traumę". To był horror, ale innej kategorii. Włosi... A Fellini to już chyba ma rożen do przewracania się w grobie. Habemus Papam, kto reżyserował? No też włoch.
Są takie perełki zresztą, każdej narodowości, my mamy np Wiedźmina w którym gościnnie wystąpił Jabberwocky, jako smok. I to nie ten z wiersza Lewisa Carrolla. Pianista tez mi się podobał. Wyprodukowali francuzi, scenariusz pisał pół polak, pół francuz na spółkę z gościem z RPA, amerykanin zagrał polaka mówiąc po angielsku, a reżysera zamknęli w areszcie domowym, a to przecież chyba nie była czeska komedia? Zapomniałabym o Bitwie Warszawskiej, którą wytańczyła Natasza Urbańska i która okazała się być melodramatem, a nie filmem wojennym. Taki joke zrobili z tym tytułem tylko, żeby poważniej brzmiało. Ale to Hoffman w końcu. Po Starej Baśni, zapomniał chyba, że kiedyś zrobił Znachora i  Trędowatą. Jednak zdecydowanie wolę offowe kino polskie.
Ah, no i z niecierpliwością czekam, aż wreszcie pan Baumgartner skoczy z tej stratosfery, bo wtedy każdy następny, będzie musiał skakać z księżyca, i to dopiero będzie wydarzenie. Byle go tylko astronomowie z kometą nie pomylili, jeszcze wyślą Supermana z odsieczą...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz