środa, 10 października 2012

Keep calm and... whatever

Kiedyś, lubię to słowo, prawie jak pomidory z majonezem. Więc kiedyś, to było tak, że Mama stawała na baczność o 17, jak Tata z pracy styrany wracał, dzieci w rządku, pościskane wykrochmalonymi kołnierzykami, pies odpchlony, świeżo kąpany, nówka sztuka, podłoga na błysk, zlew pusty a w powietrzu pachnie morską bryzą z Peweksu, chociaż to środek Warszawy. I tak wolnym krokiem z korytarza, żeby przypadkiem nic nie ubrudzić, przechodzili do jadalni, na wspólny pięciodaniowy posiłek z deserem też, wcale nie zamawianym z cateringu jakiegoś Polskiego Jadła, tylko ręcznie krojony, obierany, smażony, duszony...
Ale to kiedyś. Teraz, to słowo też lubię, dla odmiany, jak schabowego z surówką. Więc teraz, mamy tak, że im gorzej tym lepiej i fajniej. Poważnie. Mama pisze blog o tym jaka jest wyrodna, bo pisze blog, kiedy dzieci w tym czasie w rządku, owszem, układają kuchenne noże, na zmianę jedząc kocie rzygi i wczorajszy obiad spod łóżka. Miarką hipsterstwa rodzicielskiego, jest sterta naczyń w zlewie. A jak jest zmywarka, to w niej też. Najlepiej i tu i tu. Zapominanie o wszystkim jest również na topie, te najlepsze z najlepszych, zapominają zabrać dzieci, wychodząc z domu. Na obiad są spalone garnki z deserem w postaci żarcia na telefon. Tata nie wraca o 17. O ile w ogóle wraca. Bo często się gdzieś gubi, przyczyniając się do otyłości Matki, a jak wiadomo, puszyści mają większe poczucie humoru, dzięki czemu wskaźniki popularności bloga Mamy rosną w zaskakującym tempie. Ale, jeśli już Tata wraca, to na wejściu potyka się o kota, wrotkę i stos poradników dla wyluzowanych rodziców. Nie przejmuje się tym oczywiście ani trochę, ponieważ właśnie wyszedł z łóżka młodej kochanki i ma siłę na zabawę z dziećmi. Najlepiej na taką przy której można poprzewracać trochę krzeseł. Bo bałagan przecież mają ci, którzy w środku są uporządkowani. Dzieci nie maja stałych pór snu, zgodnie z metoda wychowawczą Attachment Parenting, czy jakąś inną. Nie mają tez swoich łóżek, zasypiają gdzie popadnie, jak popadnie i o której bądź, byle już tylko wreszcie poszły spać. Odnotowałam, że modne jest mówienie i pisanie o tym jak bardzo ma się dość własnych dzieci i używanie przy tym wulgaryzmów, dla kontrastu z równoczesnym zapewnianiem o miłości. Im mniej wkurwia cię twoje dziecko, tym jesteś gorszym rodzicem, bo chyba coś kręcisz i może to wcale nie twoje, tylko od sąsiadki pożyczone. 
A tak na serio. Serio, tego słowa nie lubię prawie jak smalcu i śledzi. Czy właściciele kotów, psów i rybek akwariowych, także potrzebują dopasować się do określonej stylistycznie roli opiekuna? Chce przeczytać bloga o sfrustrowanym kocim panu, bo sfrustrowanych, śmiesznych i błyskotliwych mam, mam już dosyć. Nie no, nie żebym była lepsza, ale ja lubię mieć pozmywane i mam ogromne wyrzuty sumienia z powodu bałaganu, nawet codziennie powtarzam sobie "głupia babo, weź się do roboty, albo naucz dziecko zmywać".
Nie działa, bo pewnie pomyliłam poradniki. Zamiast przeczytać ten o autosugestii, przeczytałam "Jak zrobić, żeby się nie narobić". 
Wnioski końcowe:
1. Pakuj wszystko w pudełka, kartony i koszyczki - nie widać bałaganu, a czasem można tam znaleźć pieniądze po pół roku, kiedy zdąży się już zapełnić tym wszystkim, z czym nie wiadomo co zrobić.
2. Używaj w kółko jednego talerza, miski, kompletu sztućców, kubka etc. - wiem, jak strasznie kusi wziąć czysty widelec, zamiast wygrzebywać poprzedni spod stosu naczyń w zlewie, żeby go umyć. 
3. Wszystkie wolne przestrzenie pod szafkami i łóżkami należy pozastawiać, pudełkami z punktu 1 - szczególnie jak masz kota który wymiotuje kłakami i dziecko. A także po to, żeby kurz nie wydostał się na zewnątrz w najmniej odpowiedniej chwili, czyli akurat jak mama wpadnie na kawę.
4. Nie prasuj, pierz i wieszaj tak, żeby było równiutkie. Deska do prasowania, to kolejny zbędny mebel, a żelazko zużywa prąd, jest niebezpieczne i się psuje. Podobno, ale głowy nie dam, bo nawet nie wiem jak się je włącza. 
5. Kup sobie Cilit Bang! Albo cokolwiek, co się pieni i myje. Szoruje tak dobrze, że już nie pamiętam jaki był wyjściowy kolor moich ścian. Ale dzieci nie domywa, dzieci najlepiej zanurzyć w wannie i moczyć dopóki wszystko nie poodpada.
6. Nie odkurzaj wszystkich rozsypanych paproszków. Kup wałeczek do ubrań w Ikei. W ilościach hurtowych. Świetnie zbiera okruchy chleba z dywanu, jest niedrogi i można nim przetrzeć kota, tak zapobiegawczo, żeby nigdzie kłaków nie zostawiał, chociaż przez pięć minut.
7. Jak masz za dużo prania w koszu, to oddaj do pck, przecież i tak już nie pamiętasz, co zostało na dnie...
8. Łazienkę szorujemy tak - dziecko + prysznic, zostawiasz na 10 minut, a potem wycierasz szmatką do sucha. Dziecko można pożyczyć od koleżanki. A jak jest dwójka, to nawet nie musisz wycierać, tylko najpierw wpuszczasz jedno, potem wrzucasz stertę ścierek, dziecko i kota i zamykasz drzwi. 
9. Pamiętaj, że pająki w naszej strefie klimatycznej nie gryzą. Chyba, że pajęczyna jest gęsta, a twoje terrarium stoi puste...
10. Kwiatki zbierają kurz. Jak już odkurzą za ciebie, to można je spłukać prysznicem w wannie raz w tygodniu, wtedy nie trzeba pamiętać o podlewaniu.
P.S jeśli robią się żółte, to nie znaczy, że trzeba je wyczyścić Cilitem, to znaczy, że syrop na kaszel, który przez ostatni tydzień piło twoje dziecko, nie jest ziołowy wcale i na pewno nie ekologiczny.

Dziękuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz