wtorek, 10 lipca 2012

Ateista w powidoku

Wiem, że odwieczna dyskusja katolik-ateista, może być bezsensowna, ale nie mogę się powstrzymać.

Pijąc czwartą kawę, z tępym spojrzeniem, przesuwałam rolkę myszki oglądając poczciwego kwejka. Ponieważ z moim skrzywionym poczuciem humoru, rozbawia mnie już chyba tylko Monty Python - i to od samego trzymania w ręku płyty dvd ze skeczami - to cała rzesza humorystycznych portali, jest dla mnie zwykle świetnym odmóżdżaczem, służącym do resetu, w przerwach.
Do rzeczy. Cudze opinie, na temat moich poglądów, ściśle osobistych, interesują mnie niewiele, zgoła wcale. Ale dostaję gęsiej skórki, kiedy ludzie (gimnazjaliści też) szerzą gdziekolwiek i jakkolwiek swoje własny poglądy generalizując innych, czyli używając np. zwrotów "typowy"... W tym kontekście, akurat, obrazek miał nagłówek "8 cech typowego polskiego ateisty". Zdaję sobie sprawę, że powstał pewnie na klawiaturze nastolatka, którego ochrzcili rodzice, posłali do komunii, oceniali w szkole z klepania zdrowasiek a biblii zna ze dwa rozdziały. Mam jednak wrażenie, że niestety takie cechy, przypisują ateistom, także ci "bardziej doświadczeni". Znaczy się, katolicy wzięli odwet, tylko niestety nie trafili w swojego wyimaginowanego wroga, a jedynie w ignorantów, którzy za szczyt lansu przyjęli określenie - tak, jestem ateistą. Zupełnie pomijając znaczenie tego słowa.
I chociaż, tak jak mówiłam, ani mnie to ziębi, ani grzeje, to tak dla zasady, sprostuję, używając kontrargumentów te osiem cech.
1. Jaki ateista oburza się na słowo Bóg? To po prostu zwykłe słowo. Nazwa własna, chociaż ja i tak zwykle piszę je z małej litery, bo nie ma dla mnie żadnej podszewki. Ot, słowo jak każde inne. Mało tego, to właśnie ateistom wolno mówić "matko boska", "jezu", "o boże" i wiele innych, jako zwykły wykrzyknik, westchnienie. Nazwy i symbole religijne są w tym przypadku, obojętne. Czego niestety katolicy nie są w stanie pojąć chyba, a nie wolno przecież wzywać imienia pana Boga na daremno, czy tak?
" A co z tego, że wierzący robią trochę dobrego, ja nie robię nic dobrego ale przynajmniej znam prawdę i jestem zajebisty"
Jeśli ktokolwiek, gdziekolwiek na świecie, zna prawdę, to należałoby, dać mu nobla i to we wszystkich dziedzinach. Bo z tym, że jedynie katolicy robią "trochę" dobrego, to nie wiem jak się polemizuje. Je też trochę robię, ale nie uważam, żeby mnie to stawiało ponad innymi...

2. Przyznam, że to mój ulubiony punkt. Zupełnie, jak by chrześcijaństwo, czyli fundament katolicyzmu, nie dzieliło się na podkategorie. I to jakie! Jedni wierzą w tą Trójcę Świętą, inni jak np. unitarianie, z kolei negują jej istnienie. Metodyści, owszem, jako doktrynę traktują biblię, ale dodali sobie jeszcze jakieś tam pisma kaznodziei, a co, wolno im przecież... Chrześcijaństwo, ma pięć głównych nurtów wyznaniowych. W jednego Boga, wierzycie na pięć różnych sposobów, ale nie wierzyć można tylko w jeden?

3. Ten akapit traktuję jako zaprzeczanie własnym twierdzeniom, bo mówi coś  ostereotypowym myśleniu a podszyty jest tym samym. Nie wszyscy ateiści, to ignoranci. Znam biblię, przeczytałam całą. Pokażcie mi palcem gimnazjalistkę z oazy, która zamiast w Harrym Potterze, zaczytywała się w ewangeliach.

4. Jestem humanistką, jak najbardziej. Dlatego mówię do księży Proszę Pana. Bo kapłani, to żyli w starożytnym Egipcie, a nie w warszawskich parafiach. Głowa kościoła też jest tylko człowiekiem, więc po co wynosić go na piedestał? Po co gloryfikować, żeby za chwilę rzetelnie uczłowieczać, każdego duszpasterza. "Tylko człowieka" nie całuje się pokornie klęcząc po pierścionkach i szalikach. Popełniać błędy mogą, owszem - przed święceniami. Święceniami, to chyba coś znaczy, albo może tylko ma ładnie brzmieć. Później już, mają chyba być przewodnikami stada baranków bożych, źle mówię? Tacy przewodnicy nie popełniają błędów. Wyobraźmy sobie, że jedziemy w góry z przewodnikiem, który prowadzi nas na sam szczyt, w pewnym momencie stwierdzając, że popełnił błąd i trochę zabłądził i zupełnie nie wie gdzie jest, więc będzie mu trzeba wybaczyć, bo jest przecież takim samym człowiekiem jak każdy inny turysta... Nie wspomnę już o tym, że nie spotkałam w swoim życiu księdza, który poradziłby jak człowiek człowiekowi, a jedynie z pozycji oświeconego pasterza, tłumaczącego półinteligentnej owieczce, żeby się za dużo nie zastanawiała.  Bo ksiądz, nie może z założenia, postawić się na moim poziomie. Dla niego rodzina, związki partnerskie i miłość świecka, to tylko teoria. Jak dla mnie np. medycyna, na której mogę się znać, ale bez praktyki, nie będę ekspertem. 
Wina Boga. Co za ładne stwierdzenie. Sądzę, że to jednak katolicy ukuli powiedzenie "Boże, widzisz a nie grzmisz". 

5. Fakt. Nie chodzę do kościoła, ale nie jest to jednak przedmiotem moich egzystencjalnych kłótni z resztą świata. Bo przyczyna jest prosta. Nie klękam, nie śpiewam, nie modlę się, nie daję na tacę i nie wypełniam reszty procedury obowiązującej na mszy, a to obraża pozostałych tam zgromadzonych i powoduje dziwne oburzenie. A nie lubię obrażać innych. Żeby tego uniknąć, po prostu tam nie wchodzę. Samo stanie w kościele jest dla mnie jak stanie w jakimkolwiek innym miejscu zgromadzenia publicznego. Chciałabym się dowiedzieć tylko, czy katolicy chadzają do meczetu na ten przykład? I czy czynnie uczestniczą w ichnich obrządkach?

6. To co pozwoliło im przetrwać, to chyba nie wiara, tylko siła jednoczenia. Mogę się mylić, ale cała reszta innych wyznań poza chrześcijaństwem, raczej się nie myli. A oni też przetrwali. I to nawet niektórzy przetrwali agresję samych chrześcijan. A rok? No niestety, nie "z dupy" się wziął. Wziął się od opata Dionizego Małego. Taki mnich, który usiadł i wymyślił, kiedy urodził się Jezus. Tak! Trochę mu się jednak te wyliczenia rozmijały, co zresztą potwierdzają nawet naukowcy i historycy którzy niekoniecznie byli ateistami. Polecam zgłębić ten, skądinąd, ciekawy temat, bo rozwijać można go długo a i wiele wniosków na tej podstawie wysnuć. 

7. Polemizowałabym, czy to jest akurat najważniejszy argument stwierdzający nieistnienie Boga. Dla mnie argumentem, najbardziej przekonującym, są ludzie, którzy w niego wierzą. 

8. Jeśli któryś katolik, zrozumie i pozna buddyzm, to chyba złamie przykazanie, mówiące - nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Ateistom wolno zachwycać się i Koranem i Dalajlamą. Biblią także. Wolno im poznawać i rozumieć. Nie tylko inne wyznania, inne kultury, ale innych ludzi, ludzkich, takich jakimi są. Ja do dżungli nie wiozę krzyżyków i symboli swojej kultury, tylko otwieram się na cudzą, otwieram się na inność. Nie odsądzam od czci i wiary hindusek rzucających się na pogrzebowe stosy mężów. Bo rozumiem, że to ich wiara. Nie nawracam na siłę, nie chrzczę nieświadomie, nie przekonuję, że moja droga jest lepsza. 
I myślę, że jest jeszcze taka dziewiąta cecha ateisty, ale nie tego "typowego polskiego", tylko takiego normalnego.

9. I jedyna. Dyskutuję nie obrażam, przedstawiam pogląd, nie poniżam, szanuję nie wyszydzam, dopuszczam wyjątki, nie generalizuję. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz