Zajęłam oficjalne stanowisko w tej sprawie, otóż - Jaram się tymi, którzy nie jarają się publicznie swoimi upodobaniami.
I jeszcze jedno, drodzy chłopcy. Jak już się tak jaracie, i jak szaleni klikacie w te kciuki pod zdjęciami waszych bogiń z internetu, to nam tu na ziemi, tym bez photoshopa na twarzy i profesjonalnego fotografa pod ręką, wyświetlają się na tablicy te zdjęcia. Po pierwsze, przekreślacie na starcie własne szanse, ograniczając swoje przygody do historii przeglądarki, po drugie, nie mówię, że od razu przykro, ale trochę nieswojo nam się robi i populacja złośliwych feministek rośnie. A powiedzmy sobie wprost, zdecydowana większość, w realu i tak nie pogardzi tą która się trafi, bez względu na to, jak bardzo odbiega od waszego kanonu piękna, w przeciwieństwie do tych, którzy z gustem się nie obnoszą i trzymając fason, jedynie o nim wspominają. Przesadne uwielbienie do nierzeczywistego wizerunku, jest zaburzeniem seksualnym. Proponuję pójść krok dalej, określając swoje preferencje seksualne i dzielić się z innymi ulubionymi filmami porno. Paradoksalnie, to jednak więcej mówi o człowieku, niż bezmyślne lajkowanie cycków, tylko dlatego, że mają właściwy rozmiar i kolor włosów. To pierwsze, to charakter, drugie, to już chyba sport...
Trzymając się tematu gustu.
Wakacje.
Upadki biur podróży.
Straszna tragedia...
A mnie to na przykład, strasznie bawi, jak ludzie są naiwni. Wykupują all inclusive na podróż poślubną, żeby się codziennie zalewać darmowymi drinkami nad basenem w Tunezji. W przerwach jeżdżąc na zorganizowane wycieczki, zardzewiałymi autokarami z może i miejscowym, ale bardzo znudzonym przewodnikiem. Opcjonalnie, ze studentką turystyki, która tyle wie o danym regionie ile sobie przeczytała przed wyjazdem w wikipedii. A to wszystko, jedynie za równowartość miesięcznej pensji minimalnej. Kupuj wakacje na Grouponie... I już naprawdę nie będę wspominać o tym, że te wszystkie rodziny z gromadką dzieci i tatusiem na stanowisku, w życiu nie zwiedziły Bieszczad np, a woda w Bałtyku dla nich za zimna, ale za to plastikowe figurki z Egiptu piętrzą się na regałach w domu.
Przypomniało mi się, jak pojechałam, nastolatką będąc, na takie wakacje do Grecji. Z ówczesną Triadą, która z moim szczęściem, splajtowała właśnie w połowie moich wakacji, upływających w klimacie geriatryczno-encyklopedycznym. I nagle, nudny wypoczynek zamienił się w fantastyczną przygodę. Spało się na plaży, paląc ogniska z miejscowymi, którzy potem za darmo oferowali ciekawe zwiedzanie. Jak na przykład chodzenie po górach z całym dobytkiem na plecach, bo z hotelu nas wyrzucili, albo rejs na gapę z przesiadką na bliżej nie określonej wyspie, która z pozoru wygląda jak Ibiza. Pamiątki nie musiałam kupować, ukradłam ją sobie po prostu z Akropolu. Trzeba było oszczędzać pieniądze, więc jadło się pomarańcze i grejfruty, dzięki czemu, do domu wróciłyśmy o dwa rozmiary mniejsze i zadowolone, że ominął nas szwedzki stół hotelowy, z którego czasem nasi znajomi, kradli butelki paskudnego Ouzo. Na koniec, równie rewelacyjna pięciodniowa podróż powrotna autokarem, z postojami w Rumunii chociażby. Gdzie trzeba było oddawać zegarki w ramach łapówki (to były jeszcze czasy paszportów) a bose dzieci obrzucały kamieniami autokar, kiedy okazało się, że nie mamy drobnych, a my zastanawialiśmy się, ile to jest "drobne" patrząc na ceny gum do żucia, z tyloma zerami (i to były też czasy starych Leji) Tego, nie zapewni żadne biuro podróży.
Pisząc tytuł, zastanowił mnie fakt powszechny nr.1. O gustach się nie dyskutuje. Właściwie dlaczego? A jak nie o gustach, to o czym? Czy ludzie tak bardzo nie umieją bronić swojego zdania, że nie dyskutują o nim, czy może są tak go nie pewni, że boją się ulec wpływowi, albo może dyskusja w dzisiejszych czasach kojarzy się już tylko z kłótnią?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz