Zaczęło się.
Nie ma sensu pytać kto będzie utrzymywał teraz ten cały Stadion, bo to chyba oczywiste, że podatnicy. I tak, nie ma też sensu spodziewać się świetnych koncertów, jakie można by tam zorganizować. A wreszcie, nie ma sensu, zatruwać sobie życia takimi problemami. Też mi się robi gorąco, jak myślę ile zarabia taki młodszy o zaledwie dwa lata Lewandowski, za "zwykłe kopanie piłki". Raczej nie w kontekście zazdrości, a refleksji nad tym, czy mi coś przypadkiem w życiu nie umknęło... Cóż, jest jak jest i proponuję się z tym jakoś oswoić, ponieważ odnoszę wrażenie, że zjawisko narodowego popadania we frustrację, przybiera na sile. I tylko sobie tak pod nosem nucę...hej, hej, hej, inni mają jeszcze gorzej, ale nie da ukryć się że są tacy którym jest lepiej.
Pozostanę w klimatach frustracji. Ze zdziwieniem spostrzegłam, że dotyka ona także silne i zdecydowane jednostki społeczne, jakimi są Panie Feministki. Emancypantki. Dokładniej, drapieżne, wściekłe i zajadłe Emancypunk'i. Szanuję dziewczyny, naprawdę, ale wśród nich zdarzają się egzemplarze (kładę głowę pod topór, brzmi zbyt przedmiotowo) balansujące na granicy zdrowego rozsądku i trzeźwości emocjonalnej.
Biorę ja, do ręki płytę, nieistniejącej już El Bandy. Muzyczne cudo, jak na polskie realia. Wokalistka hipnotyzująca głosem. Tylko jak długo, przeciętny słuchacz gatunku, może znieść teksty o tym, że poniżające jest klepanie kotletów, zaraz po małżeńskim gwałcie... To nie są cztery kawałki na godzinnej płycie, o nie. To są 24 numery, z których jeden porusza w kilku wersach inną tematykę. Widocznie dlatego, dzieło ma tytuł "Skutki uboczne"... Czepiam się może, ale wprawia mnie to w muzyczne zakłopotanie. Jak może brzmieć tak fantastycznie, a zarazem mieć wydźwięk banalny. Nie wspomnę już o tym, że moja osobista refleksja (widocznie jako ten Skutek Uboczny) jest taka, że to same feministki obrażają kobiety. Nie wszystkie są biernymi, otępiałymi, idiotkami, które nie mają w ogóle świadomości, że są wykorzystywane w męskim świecie, a zdają sobie z tego sprawę, dopiero jak im to ktoś wymaluje krwią menstruacyjną na transparencie. Mężczyźni bywają fajni, naprawdę. To nie tak, że oni ciągle gwałcą, stają się pedofilami, sieją strach i zniszczenie... Dlaczego nie widziałam jeszcze, żadnego koncertu utrzymanego w tym klimacie, który odbył by się dla więźniów skazanych za przestępstwa seksualne? Może nie tylko, tym biednym kurom domowym, styranym przez los i kapeć męża trzeba oczy otwierać? A na nich się to skupia zwykle. Strasznie mi się podobała kontrowersyjna liryka tej płyty, ale tylko przez trzy kawałki. później już czułam, że za każdym razem kiedy przestępuję próg kuchni, poddaję się męskiemu pręgierzowi. A to nie zdrowo. Tylko chyba tak to jest, z każdymi ideałami, że z czasem, coraz bardziej ubywa im dystansu. I wtedy to już nawet największy liberał zmieni się w betonowy szkielecik, płynący jedną tylko rynną. Powiedzmy sobie wprost, są kobiety zniewolone i zbyt mało świadome, żeby się chcieć wyzwolić, ale są i takie, które spełniają się w tym podporządkowaniu, bo same są nieporadne. Nie przerywają błędnego koła od pokoleń i pewnie genetycznie się już przystosowały, do obrywania za zupę, ale za nic na świecie nie zamieniły by tego, na możliwość decydowania o sobie, wypowiadania swoich poglądów, rządzenia etc. Nie odnalazły by się w tym. I pozwólmy im też żyć na tym świecie. Pozwólmy im czytać kretyńskie gazety dla pań domu, kupować idiotyczne solniczki w kształcie kurczaczków i trwać w związkach, których my nie rozumiemy, a w których one znajdują swoje miejsce. Ktoś musi być przykładem, choćby tym złym...
Szczególnie, że czasy mamy takie, w których to właśnie zdecydowana kobieta, budzi więcej kontrowersji i niesmaku, niż George Sand w swoich. Dzisiaj trzeba się rozłożyć na jedwabnych poduszkach, pachnąc piżmem i czekać, aż zjawi się, ten co nas zechce. Byle tylko nie drgnąć, bo najmniejszy ruch go spłoszy i zostaniemy na tym stosie szmat, aż się seksapil razem ze szkieletem w proch obróci.
No risk, no fun!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz