wtorek, 3 lipca 2012

Realizm / Magiczny

Odradzam spożywanie kanapki podczas lektury.
Choćby się nie wiem, jak uciekało w landrynkowe wizje wszechświata, to jednak są takie sprawy, z którymi warto zaznajomić się, bez zawoalowanych niuansów. Te najważniejsze z nich, to narodziny, życie i śmierć. I nie, to nie jest jednym słowem "wszystko". Można je sobie lukrować ile wlezie, ale realizm magiczny przecież, nawet u Felliniego i J.L.Borges'a opierał się na biologii, fizjologii, na rzeczywistości, psychologii i na tych wszystkich w gruncie rzeczy, brzydkich, odsuwanych na dalszy plan aspektach. A tak, odsuwanych. Nasza fizjologia to tabu, rzeczywistość oszukujemy, choćby poprzez tworzenie idyllicznych wizji, psychologia, może i jest w łaskach jeszcze, ale to raczej dla tego, że po frustracjach związanych z obracaniem się w pył, naszych genialnych scenariuszy na każdą okazję, to właśnie w niej szukamy pomocy...
Dzieci, małe kotki, słodkie prosiaczki, Monica Bellucci, twój szef - wszyscy trawią, pocą się, umierają, rozkładają. Czy nie przeszkadza nam to, bo nie jest to temat do towarzyskich rozmów, czy może dlatego, że jest to oczywiste, ale jednocześnie doprawione magią, która zaciera drobne rysy, w postaci beknięć, dłubania w nosie, kolek jelitowych...

Narodziny.
Trafiłam na taki oto hiperporadnik:
Orgasmic Birth
Po tym, jak już pozbierałam się z pod komputera po spazmatycznym ataku śmiechu, zaczęłam się zastanawiać, skąd u ludzi bierze się ta potrzeba upiększania wszystkiego. Zaczynając od twarzy a na porodzie kończąc...
To jest tak trochę, jak z nazywaniem ciąży, stanem błogosławionym. Wszystkim, którzy tak uważają, życzę takiego błogosławieństwa na całe życie. Wiecznej zgagi, kłucia w mięśniach o których nie miało się pojęcia wcześniej, żołądka turlającego się w lewo i w prawo przy każdym zapachu niesionym podmuchem wiatru i wielu, wielu innych zaszczytów żywota błogosławionych.
Nie. Zwyczajnie nie. Ani grama przyjemności nie ma i nie ma prawa być w porodzie. Chyba, że jest się głęboko patologicznym dewiantem. Jeśli lubisz krew, płyny ustrojowe wszelkiej maści, trzask pękających kości połączony z wywlekaniem wnętrzności, to zwracam honor autorce poradnika, w takim przypadku można przeżyć orgazm, nawet wielokrotny. Nie wierzcie kobietom, które twierdzą, że ich to nie bolało. Prawdopodobnie, należą do jakiejś groźnej sekty, która chce cię zwerbować, albo po prostu w kulminacyjnym momencie, straciły przytomność. Z bólu.
Niestety, po samym fakcie też nie jest lepiej. Przez następne 30 lat...

Życie.
Znów cud miód. A zaczyna się od słodkich, małych bucików i kolorowych ubranek. Nie łudź się. Na dobrą sprawę, możesz kupować same lniane szmatki do naczyń i szyć z nich śpioszki, bo te wszystkie różowe falbanki i fioletowe misie i tak będą zarzygane, zaplute, zasikane i ubłocone, prawdopodobnie przez najbliższy rok... Potem wchodzą gadżety. Przeklniesz je, za każdym razem, kiedy zaplączesz sobie głowę w grającej karuzeli, pochylając się nad kołyską, która traci równowagę, przeklniesz każdy rowerek, w który kopniesz małym palcem u nogi i każdą grającą zabawkę, która włącza się jak kołysanka w horrorze w środku nocy. Marzysz o tym, że będziesz grać razem z nastoletnim synem na konsoli i wprowadzać go w męski świat a on w wieku 13 lat wróci do domu z policją, która przetrzepie mieszkanie w poszukiwaniu zielonych krzaczków. Chcesz, żeby się ustatkował i dorobił w wieku 30 lat, a on właśnie dopiero teraz, zaczął odkrywać zalety gry w Fifę, a także zdumiewający fakt, że skarpetki same z siebie nie wiedzą jak trafić do pralki. Więc myślisz sobie - kupię sobie kota, tak na pocieszenie. I nagle z małej puchatej kulki, po dwóch tygodniach wyrasta dzikie, zmutowane zwierze, sikające na świeżą pościel, skaczące po meblach i ostrzące pazury o twój księgozbiór. Zaczynasz powoli rozumieć, co miał na myśli Grabaż śpiewając "Któregoś dnia kupię sobie psa, przynajmniej będę miał co kopać z rana", ale i tak brniesz dalej w optymistyczne złudzenia, bo nie może być przecież tak źle.
Kupujesz sukienkę, z fantastycznej wystawy w luksusowym sklepie. Przyznaj się, nie wiedziałaś, że zadziera się i podwiewa tak samo jak ta z lumpeksu? Że tak samo uwiera suwak, który na manekinie jednak jakoś lepiej się układał. Albo szpilki. Teraz taki trend jest, że nawet matki z wózkiem i w piaskownicy mają obcasy. Widocznie one nigdy nie utknęły w studzience kanalizacyjnej, przy przejściu dla pieszych, ze spacerówką. Ani nie puściły się w swoich Manolo Blahnikach w morderczy pościg za dwulatkiem, ścigającym gołębia, którego ścigał pies, z właścicielem na smyczy...
Świat nie może być straszny kiedy wszystko leży w twoich rękach. No bo leży, nie? Jeśli w dwa tygodnie, łykając tabletki i obżerając się pączkami, możesz schudnąć, jeśli w tydzień, smarując się śmierdzącym specyfikiem, podniesiesz sobie pośladki, które notabene i tak opadną za 10 lat. Bo opada wszystko, od biustu, przez libido, aż po złudzenia. Przecież z jakiegoś powodu, wierzymy, zakochując się, że nasz partner, nie ma gazów, z łazienki korzysta tylko po to, żeby się wykąpać, a w sumie nie wiadomo po co, bo przecież zawsze ładnie pachnie, że nie rozmazuje jej sie makijaż kiedy się całujecie w deszczu, że on nawet na kacu jest atrakcyjny a jego dwudniowy zarost nie drapie tylko dodaje seksapilu. A przede wszystkim, wierzymy, że będzie tak aż po grób.

Śmierć.
Podobno, może być tak:
The Most Beautiful Suicide
Z reguły jednak samobójstwa zachwycić mogą tylko fanów gatunku gore i medyków sądowych.
Miały być narty w Alpach, ręczniki w Tunezji mnóstwo wigoru i drugie, lepsze życie. Kontakty towarzyskie nawiązujesz w kolejce po chemię, którą wycofali, a podróże robisz po okolicy, szukając najtańszych aptek. Bo śmierć naturalna, zaczyna się za życia. Mniej więcej wtedy, kiedy orientujesz się, że wsadzasz telefon do zamrażarki i że dobrze jest mieć kozę, która zje wszystko z podłogi, oszczędzając twój sztywny kręgosłup. Za to jeśli ze zdumieniem, zauważasz, że nie pamiętasz jak wygląda twoja łazienka, a pies chyba znów zjadł coś niezdrowego, to już jesteś jedną noga w grobie. Dzieci rozpisują dyżury na herbatkę z tobą a emeryci na ławce nie proponują już "na druga nóżkę". Podobno ten brak estetyki ma nam zrekompensować trochę, godne umieranie. Wśród ofert, znajduje się państwowy ośrodek opieki (zwany także "Zblazowana Salowa"), albo ten prostytuujący, za twoją emeryturę, czyli prywatny.
A na koniec, jakby ludziom było mało, to wypudrują cię jak lalkę, otworzą trumnę, i każą dzieciom i wnukom patrzeć i całować, żeby się pożegnać.

Pożegnać? Ludzie nie odchodzą, tylko pamięć najwyżej.
Brzydota jest ludzka, bliżej krwioobiegu, ale magia może uczynić ją łatwiej przyswajalną.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz