Tak w duchu Fuentesa. (Wszystkie szczęśliwe rodziny)
Święta idą, a za nimi rodzinne posiedzenia przy stołach. Ciotki, babcie, krochmalone kołnierzyki, siedź prosto, zjedz jeszcze, kiedy będziesz miała męża, powiesić Tuska za ten zamach, żydokomuna... itd.
Tak sobie to wyobrażam. Bo u mnie wcale tak nie jest.
Prawdopodobnie dlatego, że w żadnym pokoleniu naszej rodziny, nie nasączało się młodych skorupek żadną ideologią ani religią. Dla niektórych oznacza to zapewne, brak zakorzenionej kultury, ale to dla tych tylko, co myślą, że chrześcijanie ubierają choinki.
U nas nikt nikogo nie zmusza, do dziękowania bogu za posiłek, śpiewania kolęd, jedzenia opłatka, wysłuchiwania krytycznych opinii politycznych i odsądzania od czci i wiary twórczości polskiej kinematografii w postaci filmu Pokłosie. /nie, nie oglądałam, ale naczytałam się sporo.../
Nie przekazano mi wartości religijnych i dogmatów ideologicznych, czy tam na odwrót. Jedno za to mi wpoili - uważaj sobie co tylko chcesz uważać, uważając na uważanie reszty uważających. To ma sens. Więc, jak spotykamy się przy stole, wygląda to tak:
Mój tata uważa, że geje nie powinni uczyć w szkołach i że im głośniej krzyczy cokolwiek, tym więcej ludzi go posłucha, włączając sąsiadów.
Moja mama uważa, że wie wszystko najlepiej i że pójdzie za to do nieba.
Moja babcia uważa, że komuna powinna wrócić i że za to samo, co uważa mama, osiągnie stan nirvany wzorem Gorakhnatha, czy jakiegoś innego guru.
Mój dziadek z kolei, uważa, że nam młodym będzie jeszcze dobrze w tej całej unii Lubelskiej, znaczy Europejskiej, a także uważa, żeby nie rozlać ze szklanki, bo mu się ręce trzęsą.
Ciocia uważa, że wszystko jest szalenie smutne i warte tego, żeby sobie popłakać, no bo niby czemu nie, a w większości uważa to samo, co uważa jej mąż, bo jest przecież jego żoną.
Wujek, uważa, że świat jest pełen fuszerki, frajerów i że dowcipy o cyckach są śmieszne i dopuszczalne przy nieletnich.
Ja uważam, że to bardzo fajnie kiedy tak przy stole każdy konwersuje sam ze sobą a ja mogę posłuchać i nikt nic ode mnie nie chce, oraz, że zostawienie jednego pustego nakrycia w wigilię, to bardzo ładny zwyczaj, bez względu na jego źródło.
Przy tym wszystkim, największą uwagę wszystkich zwracają "uważania" mojego dziecka, które to jest przekonane, że zasługuję na ciągłą atencję nawet ze strony kota. Który z kolei nie wiem co uważa, bo nigdy jeszcze nie przemówił o północy, co utwierdza mnie w przekonaniu, że jest introwertyczny.
To w kwestii poglądów, bo inną rzeczą jest to, że więzy rodzinne pozostawiają wiele do życzenia i pewnie jak w każdej rodzinie kwalifikujemy się na wielką terapię grupową. Która przypada zwykle na święta właśnie i kolacja kończy się tak:
Bo ja zawsze byłam ta najgorsza /Mama/
Jak ty się zajmowałaś nią, to ja paliłam jointy /Ciocia/
No tak, jak zwykle ja mam wszystko na głowie /Babcia/
W domu dziecka zakładaliśmy sie kto wypije całą skrzynkę piwa /Dziadek, od 15lat, to jest stała kwestia wieczoru/
Włączę Małysza /Wujek/
Ja za kafla miesięcznie nie będę pracował /Tata/
Będzie ktoś jadł te pierogi jeszcze? /Lilou/
I potem, po takim psychicznym oczyszczeniu, już tylko ciasto, kawa i płaszcz.
Za to kiedy idziemy na wybory, to nikt nikogo nie przesłuchuje w kwestii oddanych głosów. Każdy przynosi własną kiełbasę wyborczą na wspólny obiad i jest fajnie.
Smutno i nieciekawie musi być w domu, w którym wszyscy uważają to samo. No bo ile można tak sobie przytakiwać. Ale jeszcze gorzej, kiedy w domu panuje skostniały system wartości. Bo co wtedy łączy ludzi? Krytyka, narzekanie, wspólny język nienawiści. Nawet podyskutować się nie da, chyba że jest się masochistą pragnącym skazać się na wydziedziczenie.
Apeluję więc, upieczcie sobie kurczaka na wigilię, albo golonkę, olejcie 12 potraw, choinki, stroiki, śmierdzący mak, świąteczne porządki, wszystkie "wypada, nie wypada", pasterki, jęczące kolędy o radosnych narodzinach, sztuczne uśmiechy i takie tam. Tradycja, kultura i wartości są w środku, nie ważne, czy zapakowane w świecący papier ze złota wstążką, czy w gazetę (wyborczą).
Ja z okazji świąt, wrzucę sobie cynamon do kieliszka z winem i kupie choinkę w doniczce, żeby ją ubrać w granaty z pierniczków, a potem zrobię pasterkę z Joy Division.
Pewnie nie będę dzięki temu taką patriotką, jak moi rodacy w kominiarkach demolujący ulice, ani nie będę umiała przekazać dziecku wartości płynących ze wspólnego ryczenia kolęd, ale jak w wieku 18 lat, przyprowadzi do domu na wigilię czarnoskórego chłopaka, to nie wywalę jej za próg, tylko go posadzę przy tym jednym pustym nakryciu, którego sens mi kiedyś przekazano.
Nie ważne, czy to poglądy prawicowe, lewicowe, konserwatywne czy liberalne, vegańskie, anarchistyczne, rasistowskie albo po prostu własne. Z pozamykanych puszek, gulaszu nie ugotujesz, bo się poobijają w garnku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz