poniedziałek, 5 listopada 2012

Jobless tutorial cz.1

Pod natchnieniem, jako profesjonalny już chyba, poszukiwacz pracy, mam kilka spostrzeżeń, dotyczących konstruowania oficjalnych dokumentów.
Zacznijmy od CV.

 1. Co to jest CV?
Curriculum vitae. Czyli to, czego nikt tak na prawdę nie czyta, jeśli nie błyszczy milionem neonów i nie ma efektów dźwiękowych. Taki o, życiorys, no i kogo interesuje życiorys przeciętnego zjadacza chleba, którego ma zatrudnić? Ważne, żeby miał sto dyplomów, dwie ręce i był dyspozycyjny 24h na dobę. Podobno idealne cv, ma nie mniej niż 2/3 strony a4 i nie więcej niż dwie strony, tego samego formatu. Na mój gust, to i tak można wysłać pusty plik, z nazwą cv. I oczywiście nazwiskiem, bez tego ani rusz...
Jeśli ktoś jednak chce mieć +10 do ambicji i +5 do kreatywności, to jedziemy dalej.

 2. Liczy się pierwsze wrażenie.
Więc ubierz się w najładniejszą piżamę jaką masz, zaparz dwa litry kawy i zacznij pisać. Zaczynamy od najmniej istotnych rzeczy, jak dane i szkoły które ukończyłeś. Nie piszemy Comic Sansem, chociaż kusiło mnie to już nie raz. Trzeba wybrać coś pomiędzy tym a pismem bastardowym. Najlepiej, żeby litery były czarne, ale skoro jesteśmy przy pierwszym wrażeniu, to mogą być i zielone. Tylko nie magenta. Chyba, że dołączycie do tego zdjęcie w białych kozaczkach za kolano. Podobno istnieje jakiś klasyczny układ cv. Akapity, punkty, równanie do lewej, justowanie. Who cares? Ma być spektakularnie, czemu nie napisać inaczej? Grunt to sie sprzedać. O ile oczywiście, ktokolwiek będzie zainteresowany kliknięciem w "Otwórz" przy załączniku.
Może więc warto o tym tle dźwiękowym pomyśleć. Proponuję coś w tym stylu (ale prosze się za bardzo nie sugerować - na stanowisko przedstawiciela handlowego z prawem jazdy kategorii B, to może się nie nadawać):

 

 3. Pisanie CV
Mają przemawiać suche fakty. Tylko kto powiedział, że nie można ich trochę nagiąć. Nie należy oczywiście, podawać fikcyjnych miejsc pracy, szkół i tym podobnych. Ale jeśli byłeś kiedyś na wakacjach w Hiszpanii i potrafisz się w tym języku przedstawić oraz zamówić w knajpie piwo, to napisz, że znasz podstawy. Reszta wyjdzie w praniu. Chyba, że ubiegasz się o posadę w hiszpańskiej firmie budowlanej, może być ciężej, co nie znaczy, że to nie wykonalne, najwyżej wykręcisz się katalońskim dialektem, albo zatkanym nosem. 
Wypadało by także, napisać coś o zainteresowaniach, zwłaszcza jeśli jesteś świeżo po studiach i nie masz doświadczenia zawodowego. Najlepiej napisz, że lubisz gotować, w McWymiocie będzie to na plus. A jak chcesz być asystentką, to tym bardziej. Dobrze jak kochanka szefa potrafi też zrobić kolację. 
Jeśli szkoła, którą skończyłeś, nie miała zniewalająco oryginalnego kierunku, albo nie miała go wcale, bo był to ogólniak, postaw na kursy. Jakiekolwiek. Co to za problem wydrukować dyplomy i zrobic stempelki z ziemniaka?
Osiągnięcia. Też chwytliwe i dość ogólne. Bo czy skręcenie własnoręcznie regału to nie osiągnięcie? To nic, że mebel był z Ikei i miał instrukcję. Podciągniemy to pod zdolności manualne, albo technologię drewna, tak ładnie brzmi. Z byle czego zrób osiągnięcie roku. Tylko nie przesadzaj, większość szefów ma ludzi zatrudnionych do podnoszenia ich własnych ambicji i ego. Nie możesz okazać się lepszy. W końcu i tak nie jeździsz żółtym Ducati. Nie, nie Ducato, Ducati...
Doszliśmy do punktu kulminacyjnego - zdjęcia.
Bezrobotni zwykle mają szarą cerę i wory pod oczami, nie bierzmy jednak pracodawcy na litość. Trochę photoshopa nie zaszkodzi. Trochę. Bez gwiazdek, blura, brokatu, dzióbków, ramek z palmami i tym wszystkim, czego właściwie nie wiadomo po co użyć. Ma być normalnie, a że to pojęcie względne jest, no to już nic nie poradzę. Nie przetestowałam tylko, jak sprawdziłby się gif, zamiast zdjęcia i nie mam na myśli takiego z trzęsącą się pupą. Chociaż...
Jest taki punkt - Cel zawodowy. Cholera wie po co, bo i tak celem zawodowym większości, są przecież pieniądze. Co za tym idzie, mieszkanie, samochód, tajskie masażystki i apartament w Nowym Jorku. Ale może lepiej, byłoby napisać, coś o rozwoju, dostosowanego oczywiście do rodzaju oferty. Nie napiszemy, że zależy nam na zdobyciu umiejętności krawieckich na wysokim poziomie, aplikując do działu mięsnego w supermarkecie.
Na koniec zrobimy test cv. Wydrukuj to co napisałeś i popatrz na kartkę z odległości metra. Ewentualnie na monitor, bo jak jesteś bezrobotny, to może nie być cię stać na tusz i to zupełnie zrozumiałe. Tak samo jak to, że prawdopodobnie już jakiś czas temu, sprzedałeś drukarkę na allegro.
I teraz tak:
- widzisz drobny maczek. Załatw sobie skierowanie do okulisty albo poszukaj okularów.
- widzisz tekst i nagłówki. Jest dobrze. Serio. Nawet jeśli tekst składa się tylko z Lorem ipsum. 
- widzisz tekst, nagłówki i poprawne zdjęcie. Jest mega. Padnij na kolana i módl się do jakiegoś boga, żeby panie z HR'u zechciały zrobić ten sam test co ty.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz