środa, 28 listopada 2012

Life sucks? No chyba ty...

Podmiot w tekście poniżej, jest zbiorowy i fikcyjny, a druga osoba liczby pojedynczej, użyta tylko w celu wzmocnienia przekazu, żeby było jasne.

Najbardziej lubię w ludziach, takie szczególne upodobanie do obarczania winą życia i świata, za własne niepowodzenia. Mówią wtedy np. "Eh, życie..." albo "Cóż, życie jest ciężkie", czy coś w tym stylu. Wrong! To nie życie. Nie prosiło cię na świat, tak samo jak ty się nie prosiłeś o życie, jasne? Najlepiej tak usiąść z założonymi rękami i zdać się na los, a potem złorzeczyć na czym ten świat stoi. I wcale nie stoi na żółwiu, słoniu ani na żadnym badylu który się nazywa Yggdrasil. Jak wsadzisz łapę w ognisko, to chyba nie masz pretensji, że cię poparzyło? Więc jeśli już coś jest do bani w tym wszystkim, to twoje własne podejście. A z podejściem to jest tak, że dopóki nie zadasz sobie trudu zrozumienia samego siebie, to nikt cię nie zrozumie ani tym bardziej ty nie zrozumiesz, czemu ten głupi los tak się sprzysiągł przeciwko tobie. Nie jest tak, że nie ma dla mnie pracy - jest tak, że jestem matołem bez wykształcenia i muszę kombinować, no proste prawda?
Egzystencjonalnie to by było na tyle.
Dawno nie było politycznie, społecznie i w ogóle tak w tematach wagi ciężkiej. To wcale nie dla tego, że wyemigrowałam i nie wiem co się dzieje, ani też nie dlatego, że zatrzasnęłam się w domu, przywalona bałaganem i nawet nie dlatego, że mnie na gazetę nie stać. Zwyczajnie, nie działo się nic ciekawego. 
Ciekawie byłoby, gdyby ten sejm jednak wyleciał w powietrze, gdyby 11 listopada na ulicy, wszyscy dumni Polacy przechadzali się z odsłoniętą twarzą i nazwiskiem na szyi, zostawiali po sobie porządek i palili sztuczne ognie zamiast kiosków w centrum. Byłoby też znacznie ciekawiej, gdyby Carla Bruni, zamiast twierdzić, że miejsce kobiety jest w domu, oznajmiła światu, że miejscem niewiast są pola upraw ryżu w Dali. To chyba oczywiste, że była Pani prezydentowa, musi reprezentować wartości prorodzinne, no nie? Głupio by było, gdyby się przyznawała publicznie do wciągania koksu z Jaggerem.
Więc, po staremu wszystko. 
Ustawy antyaborcyjne są. Legalizacji nie ma. Tusk nadal winny. W rządzie ciągle za i przeciw jako pierwszoplanowe argumenty. Mama Madzi jest. Smoleńsk jest. Porządek rzeczy utrzymany, dajcie znać jak ktoś zaprowadzi chociaż trochę chaosu w tym wszystkim, to się zainteresuję.

Na razie, na największe uznanie zasługuje o to:
Dobro od zła odróżniają już niemowlaki.
Naukowcy, uwielbiam ich...
Wielkie odkrycie, doprawdy. Jasne, że odróżniają, bo dla dzieci świat musi być czarno biały, czyli przejrzysty. To dorośli mają ten dar dostrzegania szarych barw. Dobra, nie wszyscy, ale przynajmniej ci, którzy wyrośli z kierowania się utartymi schematami.
Jest tam taki oto cytat:
Zdaniem prof. Paula Blooma, doświadczenia te obalają freudowską teorię o amoralnej, zwierzęcej naturze człowieka. „Przedstawiamy naukowe dowody, które podtrzymują opinię, że najprawdopodobniej rodzimy się z pewnym naturalnym, nieświadomym wyczuciem dobra i zła”.

Nie zgodzę się z tym jakoś, no przepraszam. Szanuję Pana Freuda i uważam, że jest nieco bardziej kompetentnym źródłem niż pluszowe maskotki i kolorowe piłeczki testowane na trzymiesięcznych niemowlakach. Nie rodzimy się z wyczuciem, to wyczucie przejmujemy od dorosłych, rodziców i opiekunów. Przekazują nam je, za pomocą tonu głosu, mimiki, własnego zachowania i to nawet w okresie prenatalnym, czym powinien się zainteresować kościół, skoro chroni życie od samego poczęcia. A jeśli teoria Pana Blooma jest prawdziwa, to jak to jest, że dzieci katowane przez swoje matki, nadal je kochają? Powinny przecież wyczuć zło? Czuć niechęć, a tymczasem, to nie takie oczywiste jest. Przytoczę tu po raz kolejny przypadek Diane Downs i za przykład, można by wziąść jej córkę, która przeżyła.
Nie jestem mądrzejsza od badaczy, ani od żadnych specjalistów, ale nadal uważam, że dobro to gest, a zło to instynkt. A wszystko i tak się przenika. Moralność za to, nie jest uniwersalna, uniwersalne są tylko pewne zachowania, wyrabiane przez obserwację, albo przez autorytety w postaci rodziców i opiekunów. Czasem nie wyrabiane wcale, co prowadzi do zaburzeń, itd, itd...
Dlatego, jeśli cokolwiek nawala, to nie świat, tylko ludzie.

Aha, no i kiedy nie chce ci się żyć, nie pytaj, co świat może zrobić dla ciebie, zapytaj co ty możesz zrobić dla świata i idź kup sobie sznur.
Żartowałam.
Rewolwer byłby lepszy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz