poniedziałek, 25 czerwca 2012

Moralne salto.


Jestem nieudomowiona. Pomijając w ogóle fakt, domowego kalectwa, polegającego na tym, że opanowałam do perfekcji umiejętność wciskania do pełnego zlewu, dodatkowych talerzy, bez konieczności ich zmywania. Żeby nie było, umiem zmywać, tylko jakoś czasu mi szkoda... O wiele łatwiej, sprzątnąć raz a porządnie, niż robić to codziennie, a najlepiej, to dojść do ekstremalnego etapu w którym nie używasz już talerzy, żeby nie trzeba było ich zmywać. No i po co komu talerz do kanapki, jeśli można ją zjeść na stojąco w kuchni? Dla zasady.
A zasady bywają takie, że ich złamanie grozi konsekwencją, są też takie, które służą do łamania, a także takie, które nie istnieją nigdzie indziej poza tobą i są te cudze... szanowanie ich, nie jest równoznaczne z przestrzeganiem. Tak jak oswajanie za pomocą tworzenia więzi, nie jest równoznaczne z zakładaniem kagańca. Nie mówiąc już o tym, że pies w kagańcu tez szczeka.
O regulaminie będzie dzisiaj. I o ustalaniu własnej moralności.
A zaczęło się tak:
- To powiem Ci, że gdyby gdyby moja [Ukrainka] była chociaż odrobinę ładniejsza, to bym jeszcze zgwałcił
- Ja nawet nie wiem, bo ona ciągle na kolanach.

I się znów posypały kamienie katów cudzych sumień i mszczących cudze krzywdy. Seksistowski, albo chamski żart, to nadal żart. Można go przemilczeć i już. Ale tu odruchem Pawłowa, lecą epitety, bojkoty, śmieciowanie i inne takie, świadczące o tym, iż sprzeciwiający się chamskim żartom, chamstwa nie mają w sobie ani grama, prawda? A brzydkich słów nauczyli się z telewizora i radia... Od kiedy to audycje radiowe, służą wygłaszaniu poprawnych politycznie kazań? Chcieliście wolnych mediów, czyż nie? Jak by to naprawdę miało znaczenie, co oni tam do tych mikrofonów ględzą, przecież podobno nie żadna hołota, przed odbiornikami siedzi, tylko część inteligentna tego społeczeństwa. Marketing się to nazywa. Szum medialny. Kontrowersja w cenie abonamentu. Czy może ktoś naprawdę sądzi, że miało to kogokolwiek obrazić, albo jeszcze lepiej, że on naprawdę mógłby to zrobić? 

Takimi a nie innymi słowami akurat, obnażył to, co dzieje się w sumie naprawdę. Czyli syndrom przerzucania winy i odreagowywania. Ale, kogo to obchodzi, ważne, że znów można po kimś pojeździć wśród aprobaty tłumu. Oczywiście, że autor tego żartu, cel miał poniekąd podobny, tylko bynajmniej nie spotkał na swojej drodze aprobaty. Ale ponieważ, ja na smyczach z reguły nie chadzam, żadnych, ani nie krzyczę za tłumem, bez zastanowienia, muszę wiec stwierdzić, że na dobrą sprawę incydent ten nic mi nie robi. Absolutnie nic. Bo mi o co innego chodzi.
Tak to już jest, z ta agresją, że ma gdzieś swoje źródło, tylko czemu szukamy go u innych? Mężczyzna, który podnosi rękę na kobietę, twierdząc, że to jej wina, robi to samo, co kamieniujące słowami masy. My jesteśmy ok, my jesteśmy w porządku, zawinił ten, którego nie rozumiemy i którego nie wysłuchamy, ten kto jest inny i ten kto wychodzi poza to ciasne życie. A ciasne życie, zacieśniamy sobie sami jeszcze bardziej. Jeszcze chwila i zaczniemy się pakować w kartonowe pudełka, żeby nie wystawać za bardzo. I kiedy przyjdzie ten moment, to znajdę sobie pudełko po butach, do którego żadna siła mnie nie wciśnie, jeśli sama nie będę chciała. To się nie nazywa bunt, chociaż pewnie jestem moralną rewolucjonistką. Nikomu na złość, rzecz jasna, bo życie w opozycji, tylko dla zasady, jest czymś takim, jak to używanie talerza...
Mam własny system etyczny. To co inni wskażą palcem, jako oczywiste i uniwersalne, ośmielę się zanegować. Bo nie ma czarne-białe, i nie ma dobre-złe, ale po wąskiej drodze kombajnem nie przejedziesz...
Promuję jednak ciągle, poszerzanie dróg, no i miłość bez chęci posiadania, a nóż się kiedyś uda.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz