O seksie teraz będzie.
Nie dlatego, że to chwytliwe i nie z powodów walki o równouprawnienie, również nie dlatego, że w co drugim politycznym mniej lub bardziej tygodniku, publikowane są raporty o tym jak instrumentalnie, rutynowo, obowiązkowo, mało poważnie traktujemy naszą seksualną naturę.
Jeśli masz stalowy purytański szkielet, to już nie czytaj dalej. Dziękuję.
Czemu z racjonalnych powodów, zachowywanie dziewictwa do ślubu nie wróży szczęścia?
Na moje oko, to żeby dojrzeć, trzeba czegoś doświadczyć, także i w tej kwestii. Co zrobi przykładna, czysta żona, kiedy jej mąż zacznie się zastanawiać jak to jest być z blondynką, brunetką, chudą, grubą, z dużym, małym biustem, etc? Nigdy takiej nie miał przecież. Albo jak mu się zamarzy pieprz, zamiast wanilii w łóżku? Lub cokolwiek innego o czym dotąd pojęcia nie miał. Będą eksperymentować i dojrzewać razem? Dobre sobie... Może się na przykład okazać, że każde z nich woli co innego, i co? Sztuka kompromisów? No chyba nie o to chodzi, żeby się "podkładać", tylko żeby się dobrać. Zaraz spadną gromy, że jak to tak? Hormonami myśleć, że tyle innych ważnych aspektów życia jeszcze jest. Ważnych tam, ważniejszych w ogóle! Trzeba znać siebie i pod tym i pod każdym innym względem, bez rozróżniania ich wagi, bo wszystko to składa się na "moje ja", a jak go nie znam, to jak mogę poznać drugą osobę i znaleźć z nią porozumienie, tworzyć więzi? Fakt, faktem, że druga strona, powinna również wyjść z takiego założenia. I może dlatego, gdy spotykają się dwie nieświadome siebie osoby, to nie dostrzegają tych niuansów od razu. Jestem jednak pewna, że prędzej czy później, jedno z nich zacznie... No a jak już jedno jest coraz bardziej świadome (bo po ślubie zaliczyło cały pion sąsiadek w bloku i pół gabinetu dyrektora w pracy), a drugie żyje z klapkami na oczach, to zaczynają się problemy. I pół biedy, jak potrafią się spokojnie rozejść, gorzej, jak ta z klapkami zaczyna chodzić na kompromisy, zamiast szukać siebie w całej tej sytuacji... Bo nie wystarczy masturbować ego kulturą, sztuką i socjologią, trzeba je też pogwałcić trochę, żeby się czuć spełnionym. Bez szkody dla innych oczywiście, czyli zanim założysz obrączkę, to się dowiedz, czy wolisz po ciemku, czy jednak nie...
Dlaczego o pszczółkach gada się z dziećmi, a nastolatki mają porno?
Bo na odwrót byłoby gorszące... A tak serio, to zapewne łatwiej jest "odbębnić" edukacje za młodu, a potem czekać, aż szkoła zrobi resztę, mając nadzieję, że się jednak udało i nam z syna nie wyrośnie Andriej Czikatiło. Pewnie to też trochę z obawy, że rozmowa o menstruacji, ejakulacji, wzwodach, pochwach, stosunkach analnych i oralnych z nastolatkiem, może być krępująca. I będzie, jeśli po pierwsze, zdążył sobie to obejrzeć w necie, po drugie, jeśli dla nas jest to równie nie smaczne. Człowiekiem jestem i tak powinienem drugiego człowieka wychować, żeby nic co ludzkie mu obce nie było. Tak samo seks jak i emocje. Potem sam wybierze swoją drogę, ale wprowadzony na ocean z przewodnikiem. O właśnie, to trochę jak zwiedzanie Wersalu, samotny turysta staje jak wryty i kręci mapą dookoła, panicznie próbując odnaleźć drogę, pytając obcych i błądząc po omacku. Zorganizowany przewodnik poprowadzi i pokaże to co najciekawsze i warte zauważenia. Nie robiłabym też, specjalnej sensacji z tego, że 14 latek odwiedza pornograficzne strony. Bo co też ma robić z tymi hormonami? Wyładować na koleżankach? Czy prosić mamę o radę? Można im poblokować komputer, nałożyć milion kar, nakrzyczeć, obrazić się, nazwać zboczeńcami, ale czy to wyjście? Powinien się tu raczej pojawić ktoś, kto wyjaśni, że owszem, można tak uprawiać seks, ale:
- kobiety w realu wyglądają trochę inaczej
- mężczyźni zresztą też
- i to żaden powód do kompleksów.
- że można złapać paskudztwa roznoszone droga płciową
- dlatego lepiej mieć jedną partnerkę
- tudzież, nie przygodne, a takie którym tez zależy na zdrowiu i którym można zaufać (zupełnie jak by fair było udawanie, że dorośli przez całe życie robią to tylko z jednym partnerem)
- zakładam, że o ciąży i dzieciach, czternastolatek już wie
- jak nie wie, to przerabiamy temat nie językiem biologicznym a normalnym
- że nie można robić na siłę i wbrew partnerce
(- chyba, że ona chce na siłę :> nie, tego nie mówimy czternastolatkom )
- że oprócz brania przyjemności, liczy się też jej dawanie, a dawanie też może sprawiać przyjemność (tak, to ta perwersja o której istnieniu mało kto ma świadomość)
- do dzieci, według mnie, trzeba mówić zwięźle, prosto i konkretnie (jak do facetów), żeby potem nie myślały, że od pierwszego razu się nie zachodzi, że od umycia się po, tez się nie zachodzi i po odmówieniu zdrowaśki, również, albo, że stosunek przerywany jest metodą antykoncepcji... (a to może mieć miejsce, kiedy owijając w bawełnę powiemy im "trzeba to robić z miłości i nie za szybko, bo skończy się dzieckiem a to duża odpowiedzialność")
Czemu, wszystko co inne staje się zwyrodnieniem?
Jestem zdania, że każdy powinien uprawiać seks, tak jak lubi, dopóki nie krzywdzi tym kogoś innego.
Pani, która lubi być wiązana łańcuchami i poniżana przez pięciu mężczyzn, nie jest gorszym rodzajem człowieka. Może być inteligentna, odpowiedzialna, stabilna emocjonalnie, może mieć całkiem standardowy system wartości (praca, dzieci, dom), może być fantastyczną matką. Czemu? Bo doskonale wie, jak to od siebie oddzielić. Nie podaje obiadu w lateksowym gorsecie i nie uprawia seksu w papilotach z garnkiem w ręku. Czy to takie trudne? Ludzie kipią niezrozumieniem dla tego, co im się nie wpisuje w ich schemat. Ile jest takich pań, które zaciskają zęby w sypialni z mężem, a w wolnych chwilach przeglądają strony erotyczne w sieci, marząc, że je to kiedyś spotka. Czy ona może być szczęśliwa? Może dać szczęście dzieciom, partnerowi? Może być emocjonalnie stabilna, walcząc z frustracją? Nie, ale za to na pewno, jest poprawna, ma kręgosłup moralny i odebrała dobre wychowanie. Ona obok, pracy, sprzątania, gotowania, męża, ma jeszcze jeden obowiązek - sex. Bo dla tych, którzy wkładają nieco wysiłku w poznanie i zrozumienie siebie, w poukładanie świata od środka, to żaden obowiązek i wstydliwy temat. To przyjemność pod każdym względem, o której dyskutuje się tak samo dobrze, jak o innych pasjach...
Otwórzmy się wszyscy, zamiast się marynować we własnych traumach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz