sobota, 6 kwietnia 2013

Filmowo

Co się dzieje, kiedy były perkusista Bathory kręci absurdalną, czarną komedię?
Wychodzi mu surrealistyczny, dramat psychologiczny. Poważnie. 

Jonas Åkerlund co prawda, nakręcił ten film na podstawie książki Chrisa Millisa, ale w moim mniemaniu to jeden, jedyny przypadek, kiedy film lekko pobił na głowę powieść. Nie wiem, czy to za sprawą obsadzenia w głównej roli Matta Lucasa (Little Britain, Shaun of the Dead), czy może Johnnego Knoxville'a w drugoplanowej. Wizualnie, obraz jest tak smaczny, jak nie przymierzając truskawkowy muffinek. Do tego prościutka fabuła, za to z kosmicznie sensownym przekazem, zawartym w symbolach. Coś jak Roxette, tylko na odwrót. Ale tak już ci ludzie z północy mają.
Główny bohater, Franklin Franklin, jest delikatnie mówiąc, upośledzony w stopniu lekkim i beztroskim. W domu ma przemawiającego psa, puste plastikowe butelki, ogórki i róg alpejski, na którym zapamiętale wygrywa solówki, ku niepocieszeniu sąsiadów. Sąsiadów za to, ma całkiem normalnych. Starszy pan, malujący makabryczne stwory, nieletnia tancerka gogo i przeuroczy, rockandrollowy amator blantów. Pech chciał, że Franklinowi, jako bonus, trafia się trup. Całkiem martwy i zupełnie przypadkowy trup. Oczywiście jak każdy zdrowo myślący człowiek, Franklin postanawia upozorować jego samobójstwo. Dla pewności więc, denat zostaje kolejno pchnięty śrubokrętem przyklejonym do jego dłoni taśmą izolacyjną, postrzelony w głowę, podpalony, oraz ugaszony terpentyną. Te dantejskie sceny, ożywia sam Frankiln, bowiem wszystkie te nieudolne czynności (łącznie z pakowaniem sztywnego ciała do koszyka sklepowego) wykonuje odziany w majtki, podkolanówki i szwajcarskie drewniane trepy. Śledztwo w sprawie rzeczonego samobójstwa, prowadzi pijany i nieszczęśliwy z powodów osobistych Detektyw McGee (David Warshofsky).Franklin, codziennie dostaje od brata list ze szpitala psychiatrycznego, w formie kasety z nagraniem i kolekcji obciętych paznokci. Sytuacja się komplikuje, kiedy do problemu sztywnego ciała na podłodze, dochodzi następny, brak listu. Tu zaczyna się drugie dno tej groteskowej niekomedii, która bądź co bądź, posiada nawet elementy kryminalne.
Zmusza nas do zastanowienia się, czy normalni są ci o których tak myślimy, czy zgoła odwrotnie? A także, czy cel w życiu jest ważny, bez względu na to jak dalekosiężny on jest? Co się dzieje, gdy go zabraknie? Jak głęboko sięga pogarda? Czy głupi ma zawsze szczęście? I jak zrobić grawitacyjną fajkę wodną?
Na te i kilka innych pytań, reżyser szuka odpowiedzi, a te z kolei, zależą już od naszej interpretacji.
Mnie kupił pan Åkerlund. I zauroczył po raz kolejny. Od początku do końca, tak samo jak jego poprzedni Spun.

Trailer proszę:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz