Robiąc research do jakiegoś tam tekstu, zdarzyło mi się wejść na forum racjonalista.pl, w dział Filozofia i światopogląd. Naiwnie szukałam kilku konkretnych informacji. Po 48h zielone kółko w zakładce z kartą Firefoxa kręci się nadal, a ja musiałam zmienić komputer, który uległ zawieszeniu, tak konkretne były wypowiedzi. Podejrzewam, że liczba znaków we wszystkich postach tego wątku, przekracza pięć razy objętość ośmiotomowego wydania Britannici. Tyle tylko, że w encyklopedii jest mniej trudnych słów.
Jest taka seria, popularnych i nieco, jak by to ująć grzecznie, wyjałowionych poradników. Powstały zapewne dla tych, którzy lubią rzucać krótkimi hasłami w towarzystwie, żeby sprawiać wrażenie roztargnionych ekspertów. Przy czym są raczej roztargnionymi amatorami z eksperckimi zapędami. Seria owych dzieł, ma wymowny tytuł For Dummies i podobno w oryginale liczy jakieś 1500 pozycji, dotyczących różnych dziedzin życia. Co oznacza, że w polskim przekładzie wyszło ich nie więcej niż pięć. No taki "must read" niemalże...
Nie jestem ekspertem niestety w żadnej dziedzinie. Ale gdybym była specjalistą od połowu śledzi, dajmy na to, to bym wydała taki życiowy przewodnik Philosophy For Dummies. To byłaby bardzo tania książka, bo miała by tylko okładkę. A w wersji ekologicznej, to nawet tego nie, bo dla zdania "Usiądź i pomyśl" szkoda wycinać dwieście hektarów lasów równikowych. Dołączyłabym do niej, chcąc ułatwić ludziom drogę ku zrozumieniu z łatwym zastosowaniem w życiu codziennym, dodatek w postaci Rozmówek. Taki, jaki jest w każdym słowniku. Dzięki niemu, można by było w otoczeniu sprawiać wrażenie myśliciela.
A wyglądałoby to, mniej więcej tak.
Nie należy ograniczać się tylko do jednego nurtu, ponieważ jesteśmy gatunkiem dość wybiórczym, i pogląd zależy od sytuacji w jakiej się znajdujemy, co pozwala nam uniknąć przeziębień, spowodowanych podważaniem słuszności noszenia odzienia zewnętrznego przy dwudziestostopniowym mrozie. Proszę bardzo, i ty możesz zostać filozofem patrząc codziennie rano na termometr za oknem. Tylko trzeba trzymać się kilku zasad.
Po pierwsze, jak już chcesz coś powiedzieć, choć to wcale nie jest konieczne, bo aura milczącego malkontenta poprawia wizerunek, no ale jeśli już na prawdę, koniecznie musisz, to najpierw to skomplikuj.
Nie możesz powiedzieć "Jestem głodna". To zdanie powinno brzmieć trochę jak:
Stając w obliczu konfrontacji niedoskonałości mojej natury, z jej dążeniem do osiągnięcia stanu absolutnego zrzucenia ciężaru wynikającego z zaistniałych samoistnie ograniczeń, muszę przystanąć na chwilę w celu zaspokojenia potrzeb niższego rzędu, których deficyty hamują wzrost pędu poznawczego na szczeblach tych wyższych, co stawia mnie w nie lada konflikcie.
Czy jakoś tak. Kiedy już się tego nauczysz, możesz stosować lakoniczne skróty i dopiero sprowokowany zacząć je rozwijać bez końca. Pamiętaj tylko, żeby nie były jednoznaczne.
Natomiast, na następujące zwykle po zakomunikowaniu głodu, pytanie "Idziemy coś zjeść?", nie jest wskazane udzielenie odpowiedzi twierdzącej, ani przeczącej, ani nawet zwykłe "nie wiem". Na początku należy podważyć słuszność każdego postawionego pytania. Na przykład tak:
A czy ryba karmiona czystym powietrzem, pozostanie nadal zdrową rybą?
Takie ujęcie tematu, bez względu na to, jakiego, powoduje, że rozmówca, po pierwsze, uzna, że odpowiedź brzmi tak i/lub nie, nie wiem. Po drugie, zacznie się zastanawiać nad sensem wypowiedzianych słów i być może podsunie nam jakieś propozycje które pozwolą nam samym w nich go dostrzec.
Proste no nie?
Teraz, kiedy pani w okienku budki z kebabem, zapyta nas "Ostry czy łagodny", a my za cholerę nie możemy się zdecydować, bo nie wiadomo, czy muszą być osobno, czy mogą być razem, powinniśmy zastosować zabieg synkretyczny (to nie jest obraźliwy zwrot):
Taki w sam raz.
I gotowe. Szef kuchni będzie zadowolony, bo pozbędzie się resztek, wrzucając tam co popadnie i jeszcze napluje, wyrzucając z siebie frustrację, jaką wyhodowała w nim żona, a ty wypowiedziałeś właśnie zdanie będące esencją filozofii. Ale uwaga! Bo może się trafić ekspedientka, która również ma zapędy myślicielskie i zapragnie na przykład dociekać podstaw twojego stwierdzenia, pytając "Czyli z surówką?". I o kant stołu poprzedni sukces. Nie można się jednak poddawać, bo od czego mamy erystykę. Czyli takie coś, co pozwala osiągnąć cel, bez rozbijania krzeseł na głowach rozmówców. A w niej jak byk stoi:
Przedstaw przeciwnikowi jakiekolwiek słuszne, choć nie oczywiste,
stwierdzenie. Jeśli odrzuci - wykazujemy, że jest
słuszne i triumfujemy; jeśli przyjmie – mamy plus, bo zgodził się z
naszym twierdzeniem.
Stwierdzamy więc:
Z ostrygami.
Gwarantuje nam to oczywisty sukces. Najwyżej będziemy zmuszeni do wyławiania widelcem muszelek z baraniego mięsa.
To by było na tyle w kwestiach gastronomicznych. W następnym odcinku zajmiemy się zagadnieniami związanymi z motoryzacją, gospodarką, ekonomią i niech już będzie, z tym połowem śledzi.
Chętnie pociągnęłabym ten temat dalej, ale zawiesiłam serwer.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz