Ladacznica, Emma Donoghue, Papierowy Księżyc, 2013
"Jeśli ludzie nie mają właściwie niczego, cokolwiek może się stać niemal wszystkim." *
Intrygujące studium rodzącej się patologii i jej zasady błędnych kół, umiejscowione gdzieś w rynsztoku osiemnastowiecznego Londynu, który sam w sobie przypominał wtedy ladacznicę. Atrakcyjny i przyciągający z zewnątrz, ale tętniący zgnilizną pod ostatnią halką.
To druga książka Donoghue, która wyszła w polskim przekładzie. Poprzednią był bestsellerowy Pokój. Powinnam pochylić się nieco nad biografią autorki, lecz nie zrobię tego. Z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że interesuje mnie historia, którą mi przekazuje i to na niej się skupiam. Po drugie, nie ważne, jakie studia pokończyła i gdzie o niej pisali, bez szkół, można być równie dobrym pisarzem, co po Harvardzie. Jej orientacja seksualna, również nie wpływa na warsztat. A ten jest dobry, co w powieści niejako historycznej, ma znaczenie.
Opowieść ociera się o fakty, ponieważ jest inspirowana historią Mary Saunders, tragiczną historią prostytutki skazanej na śmierć czyli taką, jakich wiele w owych czasach się wydarzyło. Główna bohaterka książki nosi takie samo imię i nazwisko, a w fabule pojawiają się inne, równie autentyczne postaci. Wszystko to dzieje się przy realnym odwzorowaniu topografii miasta, miejsca, ulice, wszystko to, tyle że czystsze, przetrwało do dziś. Autorka na prawdę wiernie odtwarza klimat, od kolorów, przez zapach błota i krwi na kocich łbach, aż po stęchłe powietrze gospody i zapach potu bezzębnej rajfurki. Ta autentyczność, zaintrygowała mnie na tyle, że chętnie sięgnęłabym po oryginalny tekst, żeby sprawdzić, czy słownictwo również było wierne. Jeśli tak, to śmiało nazwałabym Emmę Donoghue, Follettem, ubranym w gorset od Roddy'ego Doyle'a.
Pytanie "Kim trzeba być, żeby sprzedawać własne ciało?" nurtuje nas do dzisiaj. Powstało mnóstwo teorii na ten temat, poczynając od opętania przez szatana a na próżności kończąc. Książka niesie ze sobą odpowiedź, jedną z wielu możliwych, za to mocno uzasadnioną.
Mary, straciła ojca, później straciła matkę, dom, przyjaciółkę. Straciła szanse, które dostała, straciła możliwości, narzeczonego, pieniądze, honor, właściwie nie ma takiej rzeczy, której by nie straciła. Ale nie to popycha ją do kupczenia ciałem.
Mary marzyła o pięknych ubraniach, atłasowych wstążkach i dostatku,a nie miała nic. Lecz to również nie był powód jej zdeprawowania, choć garderoba stała się dla niej symbolem tak silnym, że nie można było złamać jej strachem, ale wystarczyło zagrozić utratą sukienek.
Wreszcie, młoda Mary Saunders, przez cały ten czas, chciała więcej i lepiej, niż powinna. Mierzyła wyżej niż sięgał mur pozycji społecznej, za którym przyszło jej się znaleźć. Były to prawdopodobnie dość wygórowane ambicje, jak na głodującą półsierotę, której matka była szwaczką. I paradoksalnie, dodawały jej sił, wiary, jednocześnie niszcząc jej realne szanse. Chociaż przez całą lekturę, stosunek do głównej bohaterki ulega gwałtownym zmianom, ze współczucia zmieniając się w pogardę i na odwrót, nie można obdarzyć jej brakiem zrozumienia.
To jeszcze dziecko, które z poczuciem niesprawiedliwości świata i realną krzywdą, wyrządzoną jej przez dorosłych, trafia na brudne ulice Covent Garden. Seven Dials, jest bowiem miejscem, gdzie gromadzą się złodzieje, alfonsi i cała reszta mętów. Wśród nich, Doll Higgins. Prostytutka, ukradkiem podziwiana przez zauroczoną, małą Mary. To pod skrzydła tej właśnie pięknej i wiecznie odurzonej ginem panienki, trafia dziewczyna. Od niej uczy się tajników pracy i zasad rządzących strojem na wybiegach ciemnych zaułków. Z resztą zasad miała poczciwa Doll całkiem sporo, na przykład taką "Nie możesz pozwolić by fakt, że ktoś chce twojej śmierci, uniemożliwił ci wypicie twojej herbaty." Bystra Mary dosyć łatwo wpada w wir ulicznego życia, choć wciąż kieruje się nadzieją, na to, że w końcu zajdzie wyżej - "Jeśli kobieta była inteligentna, mogła zajść tak daleko, jak tylko chciała. Wszystko było możliwe." Niewątpliwie taka była, zupełnie odwrotnie niż jej przyjaciółka, pogodzona z losem beztroskiej panny lekkich obyczajów, która stawiała na rzekomą wolność w zamian za wysoki status. Złudną wolność, z rodzaju tych, jakie posiada niewolnik na plantacji, któremu mówisz, że może uciekać, ale pod ostrzałem. Chłonęła jak gąbka. Niestety nie to, co mogłoby jej pomóc. Spryt i inteligencję, bezwiednie zamieniając na zręczną manipulację i cynizm. Była pojętną uczennicą, tyle, że przedmiot nie był odpowiedni... Aż odkryła, że tym wyżej się wznosi im niżej upada.
Bo tak to już jest, że kiedy nikt nie nauczy cię, jak być kimś, zostaniesz nikim. Największą wolą i determinacją, nie jesteśmy w stanie czasem odmienić swego losu, rzuceni w takie a nie inne realia, obdarzeni jedynie takimi narzędziami jakie pozwoli nam wypracować sobie otoczenie. Prostytucja, jest jednym z takich narzędzi. Natomiast nie dotyka to wszystkich z prostej przyczyny. Jedni umieją posługiwać się młotkiem, a inni za żadne skarby świata, nie nauczą się trzymać go tak, żeby nie uderzać po palcach.
"Czas był niczym pętla, nie lina" Wracał do punktu wyjścia, zaciskał się na szyi, zamiast ciągnąć w górę.
Ladacznica, wystrojona w wyzywający fiolet, z prowokacyjnie wysuniętym biodrem, gotowa opluć każdego, kto ją w jej mniemaniu znieważy. Bezpruderyjna, ostentacyjna i niepokorna, bo nie ma już nic do stracenia. Źródło odwagi, bierze się z desperacji i potrafi być tak samo złudne, jak wszystko dookoła.
* Terry Pratchett, Wyprawa Czarownic
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz