wtorek, 16 kwietnia 2013

Wiele kamieni wywołuje lawinę - pojedynczo żaden.

"Terrorysta, jest jednym z tych słów (podobnie jak okrzyk 'pali się!' w teatrze), które od razu wywołują panikę"

To tylko przypadek, że poruszam ten temat w obliczu ostatnich wydarzeń w Bostonie. Nie chcę też wchodzić w polityczno - społeczne rozważania na ten temat. Wychodzę z założenia, że terroryzm jako taki nie istnieje, istnieją tylko zradykalizowane akty oporu, po obu stronach barykady. W tym kontekście postać Ulrike Meinhof, działaczki RAF'u, mogłaby być alegorią zjawiska terroryzmu.

Wysnuwam taki wniosek, na podstawie dwóch, różnie przedstawionych historii, historii kobiety, która porzuca dotychczasowe życie, stając u boku niezrównoważonych działaczy podziemia. Na pewno?


Książka zaczyna się dwoma wstępami. To chyba najciekawszy moment, bo pisane są z dwóch różnych perspektyw. Z pozycji potępiającej działania mające na celu stawianie czynnego oporu a także z tej która przybliża mechanizm dochodzenia od idealizmu, do agresji spowodowanej narastającym protestem. Nie zapominajmy, że RAF to nie tylko banda bezdusznych morderców, to pokolenie które musiało zmierzyć się z władzą powstałą z byłych nazistów, państwem policyjnym i znaleźć odpowiedź na stosowane przez nią metody. Nie mi oceniać, czy odpowiedź, jak i pytanie było słuszne. Jest pisana chaotycznie i dość emocjonalnie, co jak na biografię, utrudnia odbiór. Składa się z przebitek z sali rozpraw, osobistych zapisków i przemyśleń Pani Meinhof, narracji autora, fragmentów rozmów. Dopiero konfrontując to z jakimś innym źródłem, wyłania się jako tako spójna całość. Widocznie autor uznał, że to co dla Niemców oczywiste i legendarne, dla reszty też takie jest. Błąd.
Mało tego, w wielu miejscach poddałabym pod wątpliwość wiarygodność fragmentów wypowiedzi. Nie jesteśmy w stanie ocenić, przy takim ładunku emocjonalnym, gdzie Sem - Sandberga poniosło literacko a gdzie zahacza choć trochę o fakty. Chociaż okładka informuje nas o przemieszaniu dokumentu z fikcją. W moim mniemaniu, nie jest to powieść biograficzna, a jedynie impresja. Na temat kobiety, rezygnującej z bezpiecznej formy walki, na rzecz aktywnego działania. Zostawia karierę, rodzinę. W książce, wszystko dzieje się jak gdyby za jej zgodą, niekiedy za jej przyczyną. To ona sama, przyłącza się do zbrojnej organizacji, stosującej radykalne i nielegalne metody, sama pogrąża się w swojej nienawiści do konsumpcyjnego społeczeństwa, a to wszystko działa na nią autodestrukcyjnie. Miotana sprzecznymi odczuciami, resztkami sił usiłuje utrzymać buntowniczą postawę, jak choćby obrażając sędziego. Łamie się jednak i popełnia samobójstwo w celi. A czytelnik zostaje z romantyczną wizją żarliwej aktywistki, której działanie prawdopodobnie powodowane było guzem mózgu. No nie przekonuje mnie to troszkę.

Nie dowiemy się niestety, jak było na prawdę. Możemy za to sięgnąć po jakiś inny obraz, który prawdopodobnie nadal rzetelny nie będzie, ale da pole do konfrontacji. Bowiem w ekranizacji nasza bohaterka dostaje komplet trochę odmiennych cech.

Film ukazuje dramat kobiety, intelektualistki, dysponującej bronią potężniejszą niż bomby - słowem. Docieka prawdy, za wszelką cenę i chyba to właśnie w pewnym momencie ją gubi. Kiedy znajduje się pod wpływem Gudrun Ensslin, dziewczyny Andreasa Baadera, wyszczekanej, autorytarnej i charyzmatycznej działaczki z którą przeprowadza rozmowę w areszcie, jeszcze jako wolna dziennikarka, coś w niej zaczyna kiełkować. Nie bierze jednak do ręki MP5 i nie wychodzi na ulicę. Zostaje w to biernie wciągnięta. Na wikipedii, można przeczytać, że akcja uwolnienia Baadera z aresztu, była kierowana przez Ulrike. W filmie jest zgoła inaczej. Zostaje użyta jako wabik, wszak dziennikarce wolno więcej, podstawiają ją więc pod przykrywką pisania książki. Założenie było takie, że nikt nie zginie. Stało się inaczej, zamiast zachować zimną krew (!) Meinhof przestraszona ucieka wraz z grupą, tym samym przypieczętowując swoją przynależność do komando. Wszystko dalej dzieje się poza nią a jej uczestnictwo w zamachach i wszystkich akcjach jest poniekąd mimowolne. Dzieci nie porzuca, dzieci po szkoleniu w Palestynie, zostają jej odebrane, do czego przyczynia się Gudrun mijając się z prawdą w roli tłumacza. Manifesty, celne, zajadłe i agresywne pisze po części sama, po części pod presją członków grupy. Nie przyjmuje do siebie zbiegów, to oni sami szukają u niej schronienia, wiedząc, że jest bezpieczniejsza. Ulrike zostaje wciągnięta w wir wydarzeń, choć widać, że nie do końca się z nimi zgadza, nie odpowiadają jej środki, ale jednocześnie, nie sprzeciwia się, wiedząc jakie konsekwencje ponoszą zdrajcy. Ponosi więc te drugie, osobiste. I tak się to kręci, do czasu aż guerilla nie zostanie skutecznie przygaszona, kiedy czołowi przywódcy, w tym i Meinhof, trafiają do więzienia. Na ich miejsce, wkraczają młodsi i kontynuują dzieło, mniej jednak dbając o idee, a bardziej o liczebność ofiar śmiertelnych... W tej historii Ulrike również jest zagubiona gdzieś w środku, zupełnie jak w książce, tyle, że nie popełnia samobójstwa z powodu własnych sprzeczności, a z powodu ostracyzmu, którego stała się ofiarą. Już wcześniej zarówno Baader jak i Ensslin, zarzucali jej wiele, między innymi właśnie bierność w działaniu.

- To wy jesteście trucizną.
- Nie, to ty, Ulrike – ty jesteś nożem w plecy RAF!

Te słowa padają i w książce i w filmie. Świadczą o tym, że nie zależnie od faktów, Meinhof myślała inaczej, krytycznie, trzeźwo i bardziej niż efekt zastraszenia i siania nienawiści, liczyła się dla niej prawda przemyślana i wycelowana w sam środek, a nie podłożona gdzieś w supermarkecie.

"Jeśli rzuci się jeden kamień, jest to czyn karalny. Jeżeli zostanie rzuconych tysiąc kamieni, jest to akcja polityczna. Jeśli podpali się jedno auto, jest to czyn karalny, jeżeli zostanie podpalonych sto aut, jest to akcja polityczna."
Zależy, z której strony stoisz, zależy czyją opinią się kierujesz, zależy co usłyszysz i w co wierzysz. Ulrike Meinhof może być bezwzględną rewolucjonistką, albo zagubioną intelektualistką. Terroryzm może być aktem przemocy stosowanym w celu zastraszenia, albo aktem desperacji stosowanym w celu zademonstrowania braku akceptacji dla zaistniałych wydarzeń. Może. Tymczasem, paradoksalnie, terroryzm nie jest bronią samą w sobie, jest bronią mediów używaną do kreowania nastrojów i bronią polityków do ich podtrzymywania.


Na podstawie:
Steve Sem - Sandberg, Teresa, Wydawnictwo Czarne, 2009
Baader-Meinhof Komplex, reż. Uli Edel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz