środa, 3 kwietnia 2013

Niemiec, też człowiek.

Wypędzone. Historie Niemek ze Śląska, z Pomorza i Prus Wschodnich, Pluschke Helene, Von Schwerin Esther, Pless-Damm Ursula, Carta Blanca, Ośrodek KARTA, 2012.

Biorąc do ręki książkę jak ta, zawsze przypominam sobie słowa mojej polonistki. "Nie macie prawa oceniać postępowania ludzi dla których śmierć, głód i wojenne traumy stanowiły rzeczywistość". Zapominamy tylko, że ta rzeczywistość, nie była jedynie nasza, polska. Była też żydowska, przede wszystkim, ale i rosyjska, niemiecka...
Książka, to fragmenty wspomnień, dzienników trzech Niemek z obszarów Śląska, Pomorza i Prus Wschodnich, z końca wojny, w latach 1944-46. Czyli w momencie upadku potężnej Rzeszy. Pochodzą z różnych warstw społecznych, niosą ze sobą różne przeżycia. Jednak wszystkie, to historie zwykłych kobiet, które w mgnieniu oka, zostały pozbawione człowieczeństwa gwałtem, poniżeniem, a także ojczyzny, wygnaniem. Choć jak powiedział Hermann Hesse, a cytat został we wspomnieniach Von Schwerin przytoczony, "Ojczyzna jest w tobie - lub nigdzie indziej". W kontekście tej książki, to znaczące słowa, bo czasem od ojczyzny uwolnić się nie sposób. Jak pisze jedna z bohaterek "Jak ktoś nie walczył z Trzecią Rzeszą to był winny"
Kiedy żołnierze, współwinni zbrodni, ginęli na froncie i w obozach jenieckich a odpowiedzialność nie mogła dosięgnąć wielkiego wodza, wina zbiorowa spadła właśnie na nie i na pozostałe 400 tysięcy ich rodaków, którzy zginęli w tym okresie. Z samych terenów przyłączonych do Polski, zostało wysiedlonych ok 8 milionów Niemców. Wśród nich, były Helene Pluschke, Esther Von Schwerin i Ursula Pless-Damm. Ciężko o literaturze faktu, z tego okresu wypowiadać się bez emocji i bez subiektywnych opinii. To w końcu losy ludzi, którzy w naszej kulturze nadal kojarzą się negatywnie. Wciąż jednak pozostają ludźmi i o tym powinniśmy pamiętać, pomimo instynktownych chęci wcielania w życie kodeksu Hammurabiego.
Role katów i ofiar, płynnie się odwróciły pokazując tym samym, jak potężną mocą jest regularne karmienie nienawiścią. Tak jak dla nazistów wcześniej Żydzi i Polacy, byli zdepersonalizowanym wrogiem, tak teraz te kobiety i ich dzieci, bo w większości tylko one pozostały, przyjęły bierną rolę nosicielek winy. W rezultacie stając się łupem, odczłowieczonym i pozbawionym wszelkich praw. Kiedy czyta się ich wspomnienia, wyraźnie czuć podobieństwo. Wieczna wędrówka, funkcjonowanie poza marginesem, szykanowanie i upadlanie. Codziennością były brutalne gwałty i morderstwa, a na tym tle ciągła wola przetrwania. Jakkolwiek, byleby tylko przeżyć i ocalić najbliższych. Nie można oczywiście porównać holokaustu, do prześladowań ludności niemieckiej przez Rosjan i Polaków, nie mniej jednak, zostali potraktowani w taki sposób, jaki jeszcze niedawno ofiarom wydawał się nieludzko bestialski dotycząc ich samych. Uderzający w tych świadectwach jest fakt, że żadna z trzech kobiet, nie miała nic wspólnego z nazizmem. Los chciał, że urodziły się tam, w takim okresie, za co z resztą, zostały z góry osądzone. I osądzane są do dziś. Do stereotypu Żyda, dołączył stereotyp Niemca. Nie jedno pokolenie jeszcze poniesie ten ciężar dalej.W takich sytuacjach, nie ma winnych i "winniejszych". Humanitarnie, znaczy po ludzku. Ale ludzka jest też walka o przeżycie, wszelkimi sposobami i ludzka jest nienawiść. A ta jak wiadomo, najczęściej dotyka najsłabszych.
Ursula Pless-Damm, w swoim dzienniku zapisuje bardzo ważne słowa: "Dlaczego nacje są tak różne? (...) U nich też są dobrzy i źli - jak u nas. (...) Jak upokorzeni musieli czuć się ludzie przez nas pokonani? Dlaczego muszą istnieć zwycięzcy i pokonani? Wszyscy ludzie na świecie powinni się nawzajem szanować."

Po tej lekturze, proponuję sięgnąć także po "Kobietę w Berlinie". Anonimowy, powojenny dziennik spisany przez Niemkę po wejściu Rosjan do miasta. I film Pokłosie, który wzbudził nie małe zamieszanie, bo poniekąd odebrał nam tytuł Chrystusa narodów. Nomen omen, Chrystusa pogrążył nie kto inny, jak Żydzi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz